<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" version="2.0" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"><channel><title><![CDATA[Jack The Nomad]]></title><description><![CDATA[Fullstack web developer working a freelancer. Traveller. Future digital nomad.]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/</link><generator>Ghost 0.6</generator><lastBuildDate>Sun, 23 Oct 2022 03:23:44 GMT</lastBuildDate><atom:link href="https://old.jackthenomad.com/rss/" rel="self" type="application/rss+xml"/><ttl>60</ttl><item><title><![CDATA[Blog przeniesiony na Medium]]></title><description><![CDATA[<p>Kolejne artykuły od jakiegoś czasu publikuję na <a href="https://jackthenomad.com/">medium.com</a> .</p>

<p><a href="https://jackthenomad.com/">Przejdź tutaj</a>, by znaleźć aktualne artykuły Jacka Nomada ;)</p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/blog-przeniesiony-na-medium/</link><guid isPermaLink="false">5c92b684-f492-42c0-ae6a-268958df89f7</guid><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Fri, 18 Jun 2021 23:57:26 GMT</pubDate><content:encoded><![CDATA[<p>Kolejne artykuły od jakiegoś czasu publikuję na <a href="https://jackthenomad.com/">medium.com</a> .</p>

<p><a href="https://jackthenomad.com/">Przejdź tutaj</a>, by znaleźć aktualne artykuły Jacka Nomada ;)</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Osobowość dorosłego człowieka]]></title><description><![CDATA[<p><strong>Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wiele naszego życia zależy tylko i wyłącznie od tego, jaką wykazujemy osobowość?</strong> Jak wiele naszych przygód potoczyłoby się inaczej; jak wiele lub jak bardzo innych ludzi byśmy poznali w życiu; ile więcej szczęścia byśmy podczas naszego życia zaznali; gdybyśmy tylko zwracali uwagę na to, kim</p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/osobowosc-doroslego-czlowieka/</link><guid isPermaLink="false">180aae9b-449d-41a6-8a8e-d9d69149822f</guid><category><![CDATA[psychologia]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Sat, 09 Dec 2017 14:01:40 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2017/12/osobowosc-doroslego-czlowieka-b-iext47743855.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2017/12/osobowosc-doroslego-czlowieka-b-iext47743855.jpg" alt="Osobowość dorosłego człowieka"><p><strong>Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wiele naszego życia zależy tylko i wyłącznie od tego, jaką wykazujemy osobowość?</strong> Jak wiele naszych przygód potoczyłoby się inaczej; jak wiele lub jak bardzo innych ludzi byśmy poznali w życiu; ile więcej szczęścia byśmy podczas naszego życia zaznali; gdybyśmy tylko zwracali uwagę na to, kim my tak naprawdę jesteśmy poprzez pryzmat osobowości?</p>

<p>Jasne jest, że osobowość ma wpływ na nasze życie. <strong>Jak często bierzemy to jednak w nasze kalkulacje, podczas podejmowania kolejnych życiowych decyzji?</strong></p>

<p><strong>Okazuje się, że rzadko.</strong></p>

<p>Na przykład, mimo że osobowość nasza, jak i naszego partnera, może mieć ogromny wpływ na to, czy będzie nam dane żyć długo i szczęśliwie<sup id="fnref:1"><a href="https://old.jackthenomad.com/osobowosc-doroslego-czlowieka/#fn:1" rel="footnote">1</a></sup>, to w doborze partnera najczęściej najpierw zwracamy uwagę na jego/jej status, zbliżony do nas wygląd i pochodzenie społecznie, a dopiero później na jego/jej osobowość.</p>

<p>Podobnie bywa też w życiu zawodowym. Nasza osobowość w jasny sposób może definiować, w jakiej pracy będziemy czuli się dobrze<sup id="fnref:2"><a href="https://old.jackthenomad.com/osobowosc-doroslego-czlowieka/#fn:2" rel="footnote">2</a></sup> i przez to też uzyskiwali lepsze efekty dla naszego pracodawcy. Jak często jednak dokonujemy wyboru o naszej życiowej karierze, świadomie biorąc pod uwagę nasze cechy osobowościowe, a nie np. pieniądze, opinie znajomych/rodziców lub też po prostu czysty przypadek?</p>

<p>Przeglądając ostatnio książki znajomej mi studentki pedagogiki, natrafiłem na ciekawą lekturę pt. <a href="http://lubimyczytac.pl/ksiazka/92898/osobowosc-doroslego-czlowieka-perspektywa-teorii-piecioczynnikowej">"Osobowość dorosłego człowieka"</a>, w której wszystko powyższe zostało opisane w naukowy, ale i przystępny sposób.</p>

<p><strong>Myślę, że coś użytecznego może z niej wyciągnąć każdy z nas, nie tylko osoby zajmujące się psychologią profesjonalnie.</strong> Chcąc Wam to pokazać, pozwoliłem sobie zamieścić niżej kilka fragmentów z ów książki. Kto wie, może zachęci Was to do przeczytania całego oryginału.</p>

<hr>

<blockquote>
  <h2 id="osobowodorosegoczowieka">Osobowość dorosłego człowieka</h2>
  
  <h3 id="oddziaywanieosobowocinaprzebiegycia">Oddziaływanie osobowości na przebieg życia</h3>
  
  <h4 id="maestwoirozwd">Małżeństwo i rozwód</h4>
  
  <p>Może to się wydawać porażką dla psychologii cech, że główne wymiary w zakresie różnic indywidualnych wydają się mieć niewielki wpływ na jedną z najbardziej znaczących decyzji naszego życia. Cechy nie mogą wyjaśnić wszystkiego. Prowadzi to jednak do serii fascynujących i jak dotychczas zupełnie nowych pytań: Dlaczego przystosowana osoba miałaby przyjąć na siebie trudne zadanie życia z lękliwym, wrogim i smutnym partnerem? Dlaczego osoba otwarta godzi się żyć z kimś, kto jest zamknięty w sobie? Jak sobie razem dają radę? Kiedy introwertyk poślubia ekstrawertyka, czy prowadzi to do konfliktów w ich wspólnym życiu społecznym, czy organizują się tak, że każde z nich ma swoje życie, a może ekstrawertyk “wydobywa” ekstrawertyczny pierwiastek ze swojego współmałżonka? Psychologowie poświęcili mnóstwo czasu badając, w jaki sposób jedna osoba przystosowuje się do otoczenia, jednak w jaki sposób dwie osoby przystosowują się do środowiska, które wzajem dla siebie tworzą? </p>
  
  <p>(...)</p>
  
  <p>Kelly i Conley rozważyli przypadek osób, które pozostały w nieszczęśliwym małżeństwie. Oceniono je jako osoby silnie neurotyczne, lecz mężczyźni byli również uważani za nieugodowych introwertyków. Być może powściągliwi i antagonistyczny mężczyźni nie widzieli większych perspektyw na lepsze ponowne małżeństwo i pozostali w tym, w którym byli. </p>
  
  <p>Interesujące jest to, że Kelly i Conley dokonali pomiaru wielu innych zmiennych, które  uważa się za istotne dla przystosowania małżeńskiego: środowisko rodzinne partnerów z okresu dzieciństwa oraz przystosowanie małżeńskie ich rodziców, postawy wobec małżeństwa w okresie narzeczeństwa, przeszłość seksualna i stresujące zdarzenia życiowe w okresie małżeństwa. <strong>Wszystkie te zmienne miały o wiele mniejsze znaczenie w przewidywaniu przystosowania małżeńskiego niż osobowość.</strong></p>
  
  <hr>
  
  <h4 id="yciezawodowe">Życie zawodowe</h4>
  
  <p>W przypadku drugiego zagadnienia - wyboru zawodu - wpływ osobowości jest zarówno bardziej zrozumiały jak i oczywisty. Mając wybór, ludzie przeważnie wybierają zawody, które pozwalają im na wyrażenie cech osobowości. (...) Osoby o preferencjach społeczno-przedsiębiorczych są przeważnie ekstrawertykami, osoby o zainteresowaniach artystycznych są przeważnie otwarte. Preferencje badawcze występują wśród inteligentnych introwertyków, a zainteresowania konwencjonalne wśród osób zamkniętych na doświadczenie. (...)</p>
  
  <p>Kiedy przejdziemy od preferencji zawodowych do rzeczywistego zawodu, dane stają się mniej wyraźne. Osoby otwarte mogą być zainteresowane zawodem poety lub pianisty koncertowego, jednak jak wielu z nich ma talent lub zasoby finansowe, by zrealizować te zainteresowania w życiu zawodowym? Przynajmniej w tym momencie historycznym <strong>głównymi determinantami wyboru zawodu jest płeć kulturowa i poziom wykształcenia, a status ekonomiczny jest głównym bodźcem.</strong> Ludzie coraz częściej podejmują najwyżej płatną pracę, do której posiadają kwalifikacje, niezależnie od swoich preferencji. <strong>Gdyby mieli wybór, to skłanialiby się ku stanowisku odpowiadającym ich temperamentowi, jednak większość z nich też naprawdę nie ma wyboru.</strong> Mimo to badania wykazują, że przedstawiciele handlowi są przeważnie ekstrawertykami, a nie introwertykami, zaś kucharze mniej otwarci na doświadczenie niż twórczy pisarze. (...)</p>
  
  <p>W latach 1970-1990 większość psychologów pracy i organizacji ignorowała cechy osobowości, wychodząc z założenia, że cechy nie przewidują sposobu wykonywania pracy. Jednak w 1991 roku Barrick i Mount opublikowali przegląd literatury, w którym dokonali klasyfikacji tych skal do pomiaru osobowości. Dostrzegli oni wyraźną prawidłowość: sposób wykonywania pracy niemal w każdej kategorii można było przewidzieć na podstawie czynnika sumienności. <strong>Pracownicy, którzy są dobrze zorganizowani, punktualni i zorientowani na wykonanie zadania, dobrze sobie radzą bez względu na to, czy zarządzają korporacjami czy kopią rowy.</strong> Ten prosty i z perspektywy czasu oczywisty fakt był niczym objawienie dla psychologów pracy i organizacji i spowodował szybka rehabilitacje psychologii cech. (...) <strong>Niski poziom neurotyczności jest ważny w pracy policjanta, a ugodowość jest ceniona w sektorze usługowym.</strong></p>
  
  <hr>
  
  <h4 id="tosamo">Tożsamość</h4>
  
  <p>Warto rozpocząć od przypomnienia sobie, że obraz siebie nie jest biernym odbiciem lustrzanym czyichś charakterystycznych przystosowań i biografii obiektywnej. Nie istnieje wzajemnie jednoznaczne podobieństwo pomiędzy odgrywaniem w społeczeństwie rolami i sposobem, w jaki dana osoba siebie definiuje. <strong>To, że ktoś pracuje od 9:00 do 17:00 jako sekretarka, nie oznacza że bycie sekretarką jest częścią definicji siebie u tej osoby.</strong> W rzeczywistości wiele sekretarek widzi siebie jako gospodynie domowe, powieściopisarki lub aktorki, które podjęły pracę sekretarki, a ich marzenia i aspiracje dotyczą czego innego. <strong>I na odwrót; nawet jeśli wypełniamy rolę, której zawsze pragnęliśmy, tak naprawdę możemy nie być przekonani, że do niej pasujemy.</strong> W oczach prawa możemy być w pełni dorośli w wieku 18 lub 21 lat, ale we własnych oczach osiągnięcie dorosłości może zająć znacznie więcej czasu. (...)</p>
  
  <p>Wielu klinicystów zauważyło rozbieżności pomiędzy obliczem, jakie prezentujemy światu - <a href="http://jackthenomad.com/po-co-nam-ta-maska/">nasza persona lub maska</a>, jak określił to Jung - a naszym rzeczywistym poczuciem Ja. Alienacja oraz poczucie bezwartościowości mogą wynikać z odgrywania ról, z którymi nie możemy się utożsamić. I na odwrót; możemy się utożsamiać z powierzchownymi rolami tak ściśle, że istnieje ryzyko, iż staniemy się, w najlepszym razie, osobami płytkimi, a w najgorszym, że stracimy kontakt z naszymi wewnętrznymi potrzebami.</p>
  
  <p>Dlaczego utożsamiamy się z pewnymi rolami, a z innymi nie? Sheldon, Ryan, Rawsthorne i Illardi wykazali, że jednym z determinantów są cechy. Zapytali oni ludzi, jak zachowywali się w różnych okolicznościach i jak czuli się w tych rolach. Okazało się, że osoby te różniły się nieco w swoim zachowaniu, lecz zachował się pewien rodzaj lojalności wobec ich podstawowych cech - czuły się najszczęśliwsze i najbardziej tętnicze, kiedy postępowały zgodnie ze swoimi trwałymi dyspozycjami. Na przykład introwertyk, który potrzebuje pieniędzy, może podjąć pracę sprzedawcy, lecz tak naprawdę nigdy nie będzie się czuł dobrze w tej roli. (...)</p>
  
  <p>Teoretycy często podkreślali znaczenie fantazji w nabywaniu nowych ról. Wyobrażanie siebie jako senatora Stanów Zjednoczonych, wygłaszającego przemówienia i debatującego nad polityką zagraniczną, może być bardzo ważne jako pierwszy krok do startu w wyborach - choćby na niższe stanowisko. Zdolność gospodyni domowej do widzenia siebie jako osoby z samodzielnym życiem zawodowym ułatwi jej zapewne poszukiwanie pracy lub powrót do szkoły. Pewna elastyczność w zakresie obrazu siebie oraz pewien stopień otwartości wydaja się zatem przyczyniać do wystąpienia zmiany. (...)</p>
  
  <p>Praca Rogera Goulda nad rozwojem człowieka dorosłego koncentruje się na <strong>osiągnięciu dorosłej świadomości: zdania sobie sprawy, że kontrolujemy nasze życie i musimy wziąć za nie odpowiedzialność; że życie niekoniecznie jest sprawiedliwe i pomostowanie przeciwko niesprawiedliwości nie uczyni je sprawiedliwym</strong>; że my sami nie jesteśmy niewinni, ale mamy ciemną stronę; że śmierć przyjdzie na nas, jak przyszła na naszych rodziców. Zdaniem Goulda spostrzeżenia te pojawiają się regularnie w pierwszej połowie życia. <strong>Czy są one jednak uniwersalne? A może to tylko osoba otwarta potrafi dostrzec i odczuć życie na tyle, by dokonać tych odkryć i osiągnąć prawdziwa wolność, jaką umożliwia wyzwolenie się ze złudzeń?</strong></p>
  
  <hr>
  
  <p>Każde kolejne badania wykazały, że prócz niewielkich spadków w zakresie neurotyczności, ekstrawertyczności i otwartości, <strong>nie występuje ani wzrost, ani spadek w wymiarze osobowości człowieka dorosłego po trzydziestym roku życia</strong>. Psychologia, której jedynym celem byłoby wyjaśnienie, w jaki sposób osobowość zmienia się z wiekiem, miałaby niewiele do powiedzenia. (...)</p>
  
  <p><strong>Jednak stałość cech nie oznacza, że samo życie musi być monotonne i w stanie zastoju.</strong> Życie się zmienia, historia postępuje naprzód i wszyscy musimy pracować nad przystosowaniem się do zmiany lub aktywnie nadawać nowy kształt naszemu życiu. Od strony wewnętrznej nasze poczucie Ja, nasza fundamentalna tożsamość może ulec zmianie wraz ze zmiana istotnych dla niej ról społecznych, wartości, właściwości fizycznych i relacji osobowych.</p>
  
  <p><strong>To właśnie w badaniach nad tymi zmianami leży przyszłość osobowości i starzenia się.</strong> Nie pytajmy, w jaki sposób doświadczenia życiowe zmieniają osobowość; zapytajmy raczej, w jaki sposób osobowość nadaje kształt życiu i zaprowadza porządek, ciągłość i możliwość przewidywania biegu życia, jednocześnie powodując zmianę lub przystosowując się do niej. Zarówno dla psychologa jak i dla starzejącej się osoby, trwałe dyspozycje są podstawa do zrozumienia i kierowania rodzącym się życiem.</p>
</blockquote>

<p><strong>Wyżej zapisane fragmenty  pochodzą z książki <a href="http://lubimyczytac.pl/ksiazka/92898/osobowosc-doroslego-czlowieka-perspektywa-teorii-piecioczynnikowej">"Osobowość dorosłego człowieka" (Robert R. McCrae , Paul T. Costa Jr., wydawnictwo WAM)</a>. Gorąco polecam do kupna i przeczytania jej całej.</strong> Prawdopodobnie można je znaleźć także w bibliotece na Waszej uczelni.</p>

<hr>

<div class="footnotes"><ol><li class="footnote" id="fn:1"><p><a href="https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/3820076">Kelly EL, Conley JJ., (1987). Personality and compatibility: a prospective analysis of marital stability and marital satisfaction.</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/osobowosc-doroslego-czlowieka/#fnref:1" title="return to article">↩</a></p></li>

<li class="footnote" id="fn:2"><p>Costa, P., McCrae, R., &amp; Holland, J. (1984). Personality and Vocational Interests in an Adults Sample <a href="https://old.jackthenomad.com/osobowosc-doroslego-czlowieka/#fnref:2" title="return to article">↩</a></p></li></ol></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Mam dość wychodzenia ze strefy komfortu]]></title><description><![CDATA[<p><em>Mam dość tej strefy komfortu <br>
Ucieczki do rozwoju <br>
nowych skilli <br>
optymalizacji każdej chwili</em></p>

<p><em>Bo ile można?! <br>
Męczy mnie to <br>
Całe życie biegnę <br>
I tego już nie chcę</em></p>

<p><em>“Musimy pomóc szczęściu, <br>
samo nie przyjdzie” <br>
To prawda znana <br>
...czy tylko coachingowy dramat?</em></p>

<!--preview-->

<p><em>Co jeśli już jest <br>
my go wiecznie szukamy <br>
W imię</em></p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/mam-dosyc-wychodzenia-ze-strefy-komfortu/</link><guid isPermaLink="false">d0a7dfb0-2fdc-49af-bc55-185250a6a56c</guid><category><![CDATA[psychologia]]></category><category><![CDATA[życie]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Sat, 28 Oct 2017 10:17:11 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2017/10/EscapeComfortZone--1-.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2017/10/EscapeComfortZone--1-.jpg" alt="Mam dość wychodzenia ze strefy komfortu"><p><em>Mam dość tej strefy komfortu <br>
Ucieczki do rozwoju <br>
nowych skilli <br>
optymalizacji każdej chwili</em></p>

<p><em>Bo ile można?! <br>
Męczy mnie to <br>
Całe życie biegnę <br>
I tego już nie chcę</em></p>

<p><em>“Musimy pomóc szczęściu, <br>
samo nie przyjdzie” <br>
To prawda znana <br>
...czy tylko coachingowy dramat?</em></p>

<!--preview-->

<p><em>Co jeśli już jest <br>
my go wiecznie szukamy <br>
W imię progresu <br>
W imię lepszego Ja</em></p>

<p><em>Od jutra się zatrzymam <br>
Będę robił co chcę <br>
Planów motywacji <br>
Nadszedł teraz kres</em> [joł, kula daje fula]</p>

<p><em>Przestanę latać w kółko <br>
Na początku wrócę do gier <br>
W Wiedźmina popykam krótko <br>
spokojne życie będę wieść</em></p>

<p><em>W domu posiedzę <br>
Starych kumpli odwiedzę <br>
"Co u Ciebie"; "u mnie dobrze"<br>
"Kiedy mecz”, to dla mnie ok</em></p>

<p><em>Z pewnością brzmi to już dobrze <br>
Ale ja już wiem <br>
To nie opcja dla mnie <br>
Tak zanudzę się na śmierć</em></p>

<p>…</p>

<p><em>Hmm. No dobra, spróbujmy inaczej <br>
Jutro rzucę wszystko, <br>
by co, <br>
No jak to co; robić to, co się na prawdę chcę</em></p>

<p><em>Śpiewać tańczyć, muzykę grać <br>
Studiować psychologię <br>
Poezję pisać, heh <br>
(… niee, to lepiej nie)</em></p>

<p><em>To może postudiuję <br>
Czego tak na prawdę chcę? <br>
Poszukam swego sensu <br>
Chociaż nie, <a href="http://jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/">to przecież też bez sensu</a></em></p>

<p><em>Zresztą, pomyślmy <br>
Co by było, gdyby <br>
cały ten nonkonformizm <br>
Porzucił już wcześniej?</em></p>

<p><em>O, to jest proste: <br>
Nie rozpocząłbym tańca <br>
Nie nauczył się przemawiać <br>
W języku hiszpańskim la mierda umiał powiedzieć <br>
Europy stopem nie przejechał <br>
Historii ludzi nie usłyszał <br>
Innych kultur nie p[d]oznał <br>
Żadnych miejsc nie zwiedził<br>
Ani Tej dziewczyny, też bym nie poznał</em></p>

<p><em>Tak więc mimo wszystko <br>
choć mam dosyć tej strefy komfortu</em></p>

<p><em>N-ty raz zmuszam się <br>
do zrobienia nowego <br>
N-ty raz boję się <br>
nie-do-końca mi potrzebnego</em></p>

<p><em>Gdy doświadczenie mówi jasno <br>
TO OPŁACA SIĘ BARDZO <br>
Pewna moja część <br>
zawsze krzyczy w tle <br>
DAJ SOBIE SPOKÓJ! <br>
NIE RÓB TEGO! <br>
NA CO CI TO</em></p>

<hr>

<p>P.S. Post ten napisałem w sumie niemalże rok temu, ale przez moją ciągłą walkę z ucieczką jak i pozostaniem w komforcie, czas na jego publikację znalazłem dopiero teraz. Do całej ucieczki i pozostawania w komforcie nabrałem już w życiu sporego luzu, ale sentyment do ów wierszyka dalej pozostał, i miejmy nadzieję, że na długo pozostanie.</p>

<p>(W przeciągu tego czasu przewiduje się, że porzuciłem swoją strefę komfortu około 34 kolejnych razy. W tym samym czasie prawdopodobnie około 4 razy zdecydowałem się w niej pozostać, by na przekór sobie  zamknąć się na piątek wieczór w domu, by w efekcie nie robić totalnie nic.)</p>

<p>P.S.2. Treści tego “wiersza” nie należy interpretować dosłownie. Albo należy, lecz na co najmniej kilka różnych sposobów. Ani też oceniać na serio, ludzie. 5 lat miałem jak to pisałem.</p>

<p>P.S.3. Wiersz dedykowany wszystkim <a href="https://www.simplypsychology.org/personality-a.html">osobom typu A</a>.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Life is an art of choosing]]></title><description><![CDATA[<p><a href="https://www.youtube.com/watch?v=q8LaT5Iiwo4">Hard times we live in today.</a> So many options to choose from. Our parents are telling us it’s one of the greatest times ever, because we don’t have to worry about food, shelter, education nor even about a job, but they don’t realise, that <strong>this whole wealth</strong></p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/</link><guid isPermaLink="false">d241b194-0618-49ca-8c67-3dc23920ed6d</guid><category><![CDATA[psychologia]]></category><category><![CDATA[życie]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Sun, 25 Jun 2017 10:22:50 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2017/06/pexels-photo-167926-3-resized.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2017/06/pexels-photo-167926-3-resized.jpg" alt="Life is an art of choosing"><p><a href="https://www.youtube.com/watch?v=q8LaT5Iiwo4">Hard times we live in today.</a> So many options to choose from. Our parents are telling us it’s one of the greatest times ever, because we don’t have to worry about food, shelter, education nor even about a job, but they don’t realise, that <strong>this whole wealth of our times is actually our biggest problem</strong>.</p>

<p>I have been studying the subject of <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Quarter-life_crisis">quarter-life crisis</a> and the current lack of motivation of many millennials lately a lot. I think I found the cause of it. The main difference between the previous generation (<a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Generation_x">gen. X</a>) and the current one (<a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Millennials">gen. Y</a>) is this one:</p>

<h3 id="theabundanceofchoice">The abundance of choice</h3>

<p>Back in the 80s, everything was difficult. It wasn’t so easy to just “enroll into a university and get a job”. Not everybody had cash or opportunity to do that. So when we made it, they would call us a “life success”. A lot of our parents were fighting for it; and probably they tried to convince us to fight for it as well. </p>

<p>Fortunately, that’s not a problem anymore. At least in the western world, everything is now so super easy to get. You want to become an economist? No problem. Just spend a bit more time on maths in the high school and go into an university of economics. You’ll get a job in that field sooner or later (if only you don’t skip all the classes by drinking beer in the dorms).</p>

<p>However, generation Y struggles with something else: <strong>the abundance of choice. There is so many options to spend our lifetime, that the difficult thing is to actually choose one and stick to it.</strong></p>

<!--preview-->

<p>For example:</p>

<ul>
<li>Should I stay in the current relationship with my life partner? It’s quite satisfying for now, but I'm still young, shouldn't enjoy my life first by being single?</li>
<li>I don't like the field I’m studying in my university that much anymore. Should I drop it and enroll into a new one? </li>
<li>I feel like everything slowed down in the place I'm living in now. Should I move out to somewhere else for the sake of adventure?</li>
<li>Mhmm, or maybe let's just fuck it all? Drop this all “have a stable relationship and career” bullshit, and go travel around the world.</li>
</ul>

<p>All of those are for sure very serious and important questions. We should definitely be asking them to ourselves. Depending on the final answer, our life will look completely different. We don't want to end up as miserable people because we took a wrong choice 20 years ago, so we think over our decisions as much as we can.</p>

<h2 id="theparadoxofchoice">The paradox of choice</h2>

<p>The problem is, this abundance of choice in XXI century is actually preventing us from doing any action. <strong>Welcome to <em>the paradox of choice</em><sup id="fnref:3"><a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fn:3" rel="footnote">3</a></sup>: the more options you have, the more difficult it is to actually pick one.</strong></p>

<p>The reason why this whole paradox exists I think is quite simple.</p>

<ul>
<li>When you have 1 option to choose from, the answer is obvious.</li>
<li>When you have 2 options to choose from, the answer is a bit more difficult, but still easy: you eliminate one option in favour of another one.</li>
<li>But when you have ~15 options to choose from, you need to eliminate 14 (!) options in order to pick the final one. </li>
</ul>

<p><strong>So when picking 1 option out of 15 different ones, we need to take into account the cost of not picking all the other ones.</strong></p>

<p>Economists have a term for it: <strong>opportunity cost</strong> - <em>“the loss of potential gain from other alternatives when one alternative is chosen.”</em> <sup id="fnref:2"><a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fn:2" rel="footnote">2</a></sup>. </p>

<p>So when you decide that that you want to stay in one country and have a stable job in a given career field, you need to give up all other fun-as-well options for your next ~5-10 years. Not easy, huh?</p>

<p><strong>The paradox of choice is a disease of our times.</strong> Its’ main symptoms include: choice paralysis<sup id="fnref:4"><a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fn:4" rel="footnote">4</a></sup> and dissatisfaction of the choice you had made in the end.</p>

<p>It already affects a lot of us. I think it is one of the main reasons that so many people are having depression lately<sup id="fnref:5"><a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fn:5" rel="footnote">5</a></sup>. Even worse, soon it will spread even more, especially with the people of <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Generation_z">generation Z</a> coming in, and maybe even a <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Basic_income">Universal Basic Income</a> soon after. </p>

<p>It's about time to stop it.</p>

<h2 id="lifeisfullofstrikechoosingstrikesuffering">Life is full of <strike>choosing</strike> suffering</h2>

<p>Eastern philosophies fans probably would point out that our problem starts in the beginning of our whole reasoning. That it is a mistake to think that there is something like “one optimal option”, which will make our life happy the most (like we could measure our happiness anyway). Because of this reasoning, the final option we choose, will make us much less happier<sup id="fnref:6"><a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fn:6" rel="footnote">6</a></sup>, than it would if we hadn’t been thinking in this way.</p>

<p>Buddha said: life is full of suffering. Thus, not until we realise it, we will always suffer from our reasoning, that our life would be better if we chose something else in the past.</p>

<p>But does it mean I should be indifferent during my life, neutral to my life problems and surroundings? To be satisfied with any choice I make? I don’t think so yet.</p>

<h2 id="howtochoosethen">How to choose then?</h2>

<p>There is no simple nor general answer to it.</p>

<p>But recently, an older man I met in a grocery store, when I was wondering whether to pick red or yellow tomatoes, told me this:</p>

<p><strong><em>“Life is an art of choosing.”</em></strong></p>

<p>This one simple but powerful sentence completely changed my perception of this whole problem.</p>

<p>Life isn’t just about making things in the most beautiful and effective way. Because if there would be just one such way of doing them, life would be actually very straightforward.</p>

<p><strong>The art is to choose.</strong> To choose one option, stick to it, and do it; while maintaining the thought, that it was a good and satisfying choice for us.</p>

<p>Only after that we can call ourselves “life success”. We decided over something difficult and sticked to it, even though we hadn’t been sure of the final consequences. We had decided over our own future.</p>

<p><strong>We gave our life its’ true meaning.</strong></p>

<p>Because <strong>there is no such thing as a one and only sense of life</strong>. The one direction we should follow. We've just got to choose, which one sounds the most fun for us in the current moment, and be satisfied with it after choosing it. We cannot go back and rewind, like <a href="http://www.imdb.com/title/tt0485947/">Mr. Nobody</a> tried throughout the whole movie.</p>

<p>Moreover, if anytime you find yourself picking over a life decision, so deep that you go down to the question what is the sense of your life (because the answer to it would help you with your decision). Please, stop it. <strong>If you need to think about your sense of life, you propably already lost the track of it.</strong></p>

<p>The decisions <strong>you make</strong>, the people <strong>you stick</strong> with, the things <strong>you do</strong>: those are your sense of life. You do not know your sense of life, until you decide over it on your own.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2017/06/e13962ac0c4714230f12d35cfa51affa--1--resized.jpg" alt="Life is an art of choosing"></p>

<div class="footnotes"><ol><li class="footnote" id="fn:1"><p><a href="https://www.youtube.com/watch?v=q8LaT5Iiwo4">"Louis CK: Everything Is Amazing And Nobody Is Happy" (YouTube)</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fnref:1" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:2"><p><a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Opportunity_cost">Opportunity cost (Wikipedia)</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fnref:2" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:3"><p><a href="https://en.wikipedia.org/wiki/The_Paradox_of_Choice">The Paradox of Choice (Wikipedia)</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fnref:3" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:4"><p><a href="https://www.forbes.com/sites/work-in-progress/2012/11/26/the-surprising-poverty-of-too-many-choices/">"The Surprising Poverty of Too Many Choices" (forbes.com)</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fnref:4" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:5"><p><a href="http://happierhuman.com/is-depression-really-on-the-rise/">"Is depression really on the rise?" (happierhuman.com)</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fnref:5" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:6"><p><a href="https://markmanson.net/stop-trying-to-be-happy">"Stop trying to be happy" - Mark Manson</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fnref:6" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:7"><p><a href="http://www.imdb.com/title/tt0485947/">"Mr. Nobody" - great movie about infinite life possibilities</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/life-is-an-art-of-choosing/#fnref:7" title="return to article">↩</a></p></li></ol></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Three ways to live your life]]></title><description><![CDATA[<p><strong>Living your life basically comes down to a choice of three options:</strong></p>

<p><strong>1. Live for yourself.</strong></p>

<ul>
<li>Have as much fun as you can have. Live with the moment. Don't do the thing the others say you should be doing. Do whatever fuck you feel like doing. YOLO.</li>
<li>For example: Have</li></ul>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/three-ways-to-live-your-life/</link><guid isPermaLink="false">cadb1fa5-6259-45cd-93e1-27ef51176247</guid><category><![CDATA[życie]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Wed, 21 Dec 2016 21:50:37 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2018/02/deborah-kunzie-49758-unsplash--1--resized.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2018/02/deborah-kunzie-49758-unsplash--1--resized.jpg" alt="Three ways to live your life"><p><strong>Living your life basically comes down to a choice of three options:</strong></p>

<p><strong>1. Live for yourself.</strong></p>

<ul>
<li>Have as much fun as you can have. Live with the moment. Don't do the thing the others say you should be doing. Do whatever fuck you feel like doing. YOLO.</li>
<li>For example: Have sex. Play music. Travel. </li>
<li>Live hedonistically. As long as you do not hurt the others while doing it. Just don't. It's bad.</li>
</ul>

<p><strong>2. Live with your friends and family.</strong></p>

<ul>
<li>Settle down. Embrace your close circle of family and friends. Have kids and raise them well.</li>
<li>Lead your life in a romantic and peaceful way. That's why it's usually the most steadily happy one. You can't go wrong with this option.</li>
<li>That's why most of people in the world choose it.</li>
<li>Moreover, you cannot deny it's a good way. It's healthy for you, your family, and your friends. It's good for society as well (if everybody lived like that, it propably would be in a very good shape). It's good for prolonging the human race and our culture. Thus, propably that's why this way has been promoted since forever in almost every civilization and religion.</li>
</ul>

<p><strong>3. Live for the society and its' future.</strong></p>

<ul>
<li>Make the world a better place. Try to improve it.</li>
<li>Use the talent you have. If you have been gifted with it, you should be using it, right? Not wasting it.</li>
<li>Avoid living <em>just</em> for yourself and your own happiness. </li>
<li>Examples: Find a company. Serve as a volunteer in some NGO. Become a doctor. Engage in local/world politics. Educate.</li>
</ul>

<p>That would be it, at least when it comes to the <strong>optimum options</strong>.</p>

<p><strong>Of course, you can mix them.</strong></p>

<!--preview-->

<p>For example, live your life spontaneously. Fuck around and travel until you're 30, and then switch from option 1) to 2).</p>

<p>Or mix options 2) with 3), so you have a good circle of close family and friends, but on the side you are also trying to improve the world a little bit.</p>

<p>Going just for an option 1) or 2) could make you bored or unfulfilled after some time. Going just for an option 3) could make you feel lonely or simple go insane, even if you consider yourself as a very strong person.</p>

<p>--</p>

<p>What about the case if somebody is just passing the time, without thinking about the reasons and purpose of his everyday actions? It's a peaceful option, because he doesn't have to chase anything. Besides, <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Law_of_Jante">I can never argue that one's life is better than the other's</a>.</p>

<p>I won't be trying to persuade everybody that you should be "pursuing your own happiness" 24 / 7, because that's actually <a href="https://markmanson.net/stop-trying-to-be-happy">going to end up with you not being happy at all</a>. </p>

<p>However, for me staying in one place and passing the time is not an option. From my own experience I already know that I get bored too quickly while doing nothing. The thought of having my whole life gone and not doing anything special with it, slowly eats me from the inside and immediately forces me to do something more. I think it started right after I quit playing computer games, which I've done for 10 years in a row, sometimes even as much as about 200-300h monthly. That was my <em>"OK, that's enough"</em> moment. <em>"There's much more better things you can get out from your life."</em></p>

<p>I don't think there are any other good options than those three I mentioned above. For example, if during your life the only thing you are craving is attention or fulfilling expectations of others, then it's very likely you are doing something wrong. </p>

<p><strong>Which option do you choose?</strong></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Nie, demokracja wcale nie jest najlepsza]]></title><description><![CDATA[<p>Tak wielu z nas poddaje teraz demokrację w wątpliwości. Jedni krytykują tylko jeden jej rodzaj ("w bezpośredniej Clinton by wygrała!") lub jej element ("referenda z medialnie ułożonymi pytaniami to nie sposób na zarządzanie krajem!"). Jeszcze inni krytykują jej całą koncepcję ("demokracja nigdy nie jest dobra na dłuższą metę, spójrzcie na</p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/demokracja-nie-jest-najlepsza/</link><guid isPermaLink="false">2201f297-b75b-46b7-817b-8b4b409bc537</guid><category><![CDATA[polityka]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Wed, 23 Nov 2016 17:17:34 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/11/Screenshot-2016-11-23-18-16-57.png" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/11/Screenshot-2016-11-23-18-16-57.png" alt="Nie, demokracja wcale nie jest najlepsza"><p>Tak wielu z nas poddaje teraz demokrację w wątpliwości. Jedni krytykują tylko jeden jej rodzaj ("w bezpośredniej Clinton by wygrała!") lub jej element ("referenda z medialnie ułożonymi pytaniami to nie sposób na zarządzanie krajem!"). Jeszcze inni krytykują jej całą koncepcję ("demokracja nigdy nie jest dobra na dłuższą metę, spójrzcie na Polskę, UK i USA, do czego nas to doprowadziło").</p>

<p><strong>Lecz czy ktoś nas już kiedyś upewnił, że demokracja jest najlepsza? Wbrew przeciwnie.</strong> Jak to Churchill stwierdził, a także pewnie wiele osób przed nim - "Demokracja to najgorsza forma rządów, z tym że dotąd nie wymyślono nic lepszego".</p>

<p>Demokracja jest nienajlepsza, bo o rzeczach ważnych decyduje większość. Ale większość ludzi nie ma zielonego pojęcia jak o nich decydować! <strong>By demokracja miała sens, wymagana jest dobra powszechna edukacja, by przeciętni ludzie wiedzieli jak o wszystkim decydować</strong> (przynajmniej w 50% przypadków). I poprzez dobrą edukacje nie mam tu wcale na myśli dobrej matematyki czy informatyki, tylko o "edukacji ogólnej": o logice, o społeczeństwie, jego wartościach, naszej przyszłości, stosunku do innego człowieka i otoczenia.</p>

<!--preview-->

<hr>

<p><strong>Zresztą, co to znaczy, że dana forma rządów jest "najlepsza"?</strong> Tzn. że dany kraj będzie najszybciej rozwijał się w porównaniu z innymi? Będzie najbogatszy, będzie panował w nim urodzaj, a obywatele będą wiecznie szczęśliwi? (utopia)</p>

<p>Kto mówił, że taki jest właśnie cel demokracji? <strong>Może celem demokracji nie jest to, abyśmy rozwijali się najszybciej.</strong> Może chodzi w niej po prostu o to, by większość decydowała zgodnie z tym, co sobie na ten moment myślą.</p>

<hr>

<p><strong>To, że Trump wygrał, niekoniecznie musi oznaczać, że zapewni on Stanom Zjednoczonym szybszy progress niż zapewniłaby to Hillary. Ale może większość ludzi w USA obecnie nie chciało szybszego progressu?</strong> Może ludzie zaczęli denerwować się na to, że ludzkość nagle tak szybko zaczęła się rozwijać do przodu? Że słabsi efektywnie pracownicy są zastępowani bardziej efektywnymi ludźmi lub maszynami? Że wszyscy, którzy chcą coś osiągnąć, muszą wyprowadzać się do większych miast, bo w mniejszych nie ma szansy na jakikolwiek rozwój?</p>

<p>Jeśli byśmy znieśli demokrację i o rzeczach ważnych decydowaliby ludzie tylko mający na ich temat większą wiedzę i kwalifikacje by o nich decydować, być może pod tymi względami miałoby to dla nas lepszy skutek.</p>

<p>Tylko, że wtedy nawet przy naszych szczerych i dobrych intencjach, nieubłaganie zbliżamy się do rządów arystokracji. Po pewnym czasie liczyć się zaczynają tylko ludzie inteligentniejsi/bogatsi/lepiej urodzeni. Świat zaczyna zamieniać się w taki, jaki świetnie opisano tutaj <a href="http://www.cracked.com/blog/6-reasons-trumps-rise-that-no-one-talks-about/">http://www.cracked.com/blog/6-reasons-trumps-rise-that-no-one-talks-about/</a> . (Pomijam już tu w ogóle chęć do bogacenia się i zdobywania władzy przez człowieka, co często grozi korupcją i możliwością wykorzystywania reszty przez innych.)</p>

<p>A to nie jest dobry świat! Każdy z nas jest równy i powinien mieć równe szanse na start. To, że ktoś jest bogatszy, inteligentniejszy (cokolwiek to w ogóle znaczy), albo ma po prostu lepszą smykałkę do robienia pieniędzy w dzisiejszym kapitalistycznym świecie, nie sprawia go ani trochę "gorszym" od innych. Na świecie jest wiele wspaniałych ludzi, tylko że na razie nie wymyśliliśmy nic lepszego niż demokracja i kapitalizm na zarządzanie tym.</p>

<hr>

<p>Czy to dobrze więc, że mamy demokrację jaką mamy? Tak, ale zdecydowanie mogłoby być lepiej.</p>

<p>Jak to poprawić? Ciężko powiedzieć. <strong>Dla mnie jedynym sposobem na poprawienie demokracji, tj. rzadów większości, jest poprawienie edukacji i sposobu kontrolowania naszych głosów [polityków].</strong> Wtedy, prędzej czy później, poziom naszej świadomości politycznej podczas ogólnych głosowań się zwiększy, jak i też jakość naszych głosów.</p>

<p>Niestety, za Atlantykiem zaczęli już głosić tak: <em>"The lack of civics education has shaped the election"</em>.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Zapomnij o czymś takim jak talent]]></title><description><![CDATA[<p>Ile razy w życiu się nasłuchałem <em>“nie mam talentu do języków”</em>, to nawet nie zliczę. Tak samo wypowiedzi typu: <em>“taniec? Niee, to nie dla mnie, nie mam poczucia rytmu.”</em> Lub <em>“Matematyka to nie moja mocna strona, raczej będę humanistą.”</em> <strong>Kto wpadł na pomysł, by za każdym razem gdy jakaś czynność</strong></p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/zapomnij-o-czyms-takim-jak-talent/</link><guid isPermaLink="false">c3431706-c68f-4fc3-a486-a1362a8208de</guid><category><![CDATA[życie]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Sat, 22 Oct 2016 16:48:06 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/10/Untitled-2.png" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/10/Untitled-2.png" alt="Zapomnij o czymś takim jak talent"><p>Ile razy w życiu się nasłuchałem <em>“nie mam talentu do języków”</em>, to nawet nie zliczę. Tak samo wypowiedzi typu: <em>“taniec? Niee, to nie dla mnie, nie mam poczucia rytmu.”</em> Lub <em>“Matematyka to nie moja mocna strona, raczej będę humanistą.”</em> <strong>Kto wpadł na pomysł, by za każdym razem gdy jakaś czynność człowiekowi z początku wychodzi lub nie wychodzi, to tłumaczyć to zjawisko talentem lub jego brakiem?</strong></p>

<p>Zamiast w talent, wolę wierzyć w motywację, poświęcony czas, otoczenie w jakim jesteśmy i się uczymy, oraz najważniejsze: “spryt” podczas nauki. No bo jednak jest tak, że jedne osoby nauczą się danej czynności w 2 tygodnie, inne potrzebują na to kilka miesięcy, a ktoś jeszcze inny załapie to po jednym dniu.</p>

<p>Bliżej mi jednak do myślenia, że jeśli tylko poświęcimy temu odpowiednią ilość czasu, to możemy osiągnąć w życiu wszystko.</p>

<ul>
<li>Podstawowy krok do walca: 15 minut</li>
<li>Podstawowa znajomość hiszpańskiego, by dogadać się w nim z ludźmi na ulicy: 1-3 miesięcy nauki</li>
<li>Dobra, techniczna gra w tenisa ziemnego: pół roku regularnej gry</li>
<li>Taniec towarzyski na poziomie klasy D, by wystartować w oficjalnych zawodach: 1-2 lata systematycznych treningów</li>
<li>Gra w piłkę nożną na poziomie światowym, ot by konkurować z Robertem Lewandowskim: ~20-120 lat nieustannej gry i treningów</li>
</ul>

<p>Oczywiście, jest to zależne od wielu czynników, czy ktoś będzie grał w piłkę tak dobrze jak Lewandowski już po 20 latach, czy po 120 (co, w tym przypadku, oznacza po prostu, że jest to dla tej osoby niemożliwe).</p>

<p>Ale czy Lewandowski gra dzisiaj w Bayernie tylko dlatego, że ma “talent”? Nie. Spędził na murawie tysiące godzin. I był temu w pełni poświęcony. Być może też dlatego, że nie wychodził na imprezy tak często jak jego koledzy, by być w pełni sił na następnym treningu. Może dlatego, że miał tu i ówdzie szczęście i trafił na dobrych trenerów i kluby, gdzie mógł się szybko doskonalić. <strong>Ale z pewnością też dlatego, że nigdy się nie poddawał.</strong></p>

<p><strong>Za każdym razem jak słyszę, że ktoś rezygnuje z danej czynności tylko dlatego, że uznaje że nie ma ku jej predyspozycji czy “talentu”, to uznaję to za jedno: poddanie się na samym starcie.</strong></p>

<blockquote>
  <p>"I've failed over and over and over again in my life and that is why I succeed."</p>
  
  <p>"I can accept failure, everyone fails at something. But I can't accept not trying."</p>
  
  <p><strong>"You miss 100% of the shots you don't take."</strong></p>
  
  <p>Michael Jordan, jeden z największych sportowców XX wieku</p>
</blockquote>

<h4 id="powizanelinki">Powiązane linki:</h4>

<ul>
<li><p><a href="http://www.nateliason.com/youre-not-stuck-that-way/">"You're not stuck that way" - Nat Eliason</a></p></li>
<li><p><em>"Mental conditioning is the answer. It takes practice practice practice. (...) Look back in you life to a time where you learned something so fast just because you were intoxicated in the idea of it. Our bodies can be trained for anything. If you want to be able to be a living metronome, the only thing holding you back is a mindset."</em> - <a href="https://www.quora.com/How-do-I-improve-my-sense-of-rhythm-my-internal-metronome-to-the-point-where-Id-have-to-try-extremely-hard-to-go-out-of-tempo">Quora: "How do I improve my sense of rhythm?"</a></p></li>
</ul>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Nie generalizuj]]></title><description><![CDATA[<p>“Ale zajebista blondynka. Szkoda tylko, że pewnie pusta jak paczka dropsów. I obok niej jeszcze ten łysy typ. Ciekawe czy ma jakieś zainteresowania prócz siłowni?” Albo: “Spójrz na tego młodziejaszka. Chyba zapomniał, jak się po polsku mówi, bo w co drugie słowo wplątuje angielskie. Na chwilę wyjechał za granicę i</p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/nie-generalizuj/</link><guid isPermaLink="false">dc6e2c60-abee-4e8f-acd2-ac5414cb2ac3</guid><category><![CDATA[psychologia]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Sat, 10 Sep 2016 09:07:25 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/09/Baby-Quotes-resized-3.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/09/Baby-Quotes-resized-3.jpg" alt="Nie generalizuj"><p>“Ale zajebista blondynka. Szkoda tylko, że pewnie pusta jak paczka dropsów. I obok niej jeszcze ten łysy typ. Ciekawe czy ma jakieś zainteresowania prócz siłowni?” Albo: “Spójrz na tego młodziejaszka. Chyba zapomniał, jak się po polsku mówi, bo w co drugie słowo wplątuje angielskie. Na chwilę wyjechał za granicę i już mu się w głowie namieszało.” Lub: “A tam, ta parka Niemców? Zadbani, porządni. Szkoda tylko, że zwykle potwornie nudni.”</p>

<p><strong>W taki podświadomy sposób oceniamy inne osoby codziennie nieraz.</strong> W myślach sprowadzamy je do prostego obrazu. Bazując zaledwie na kilkunastu sekundach obserwacji ich wyglądu lub sposobu zachowania, przyrównujemy je do stereotypów lub poznanych nam wcześniej osób. Generalizujemy na potęgę, w niemal każdej sytuacji i scenerii: czy to gdy jesteśmy w tramwaju lub autobusie, gdy widzimy nową osobę wchodzącą do biura, gdy zerkamy na inne osoby w klubie czy barze, a nawet na wakacjach widząc innych rodaków spędzających swój wolny czas.</p>

<p><strong>Najbardziej szkoda jest jednak, że tą przedwczesną oceną krzywdzimy nie tylko innych, ale także nas samych.</strong> Za każdym razem, gdy szufladkujemy daną osobę czy grupę osób, odcinamy się od ich prawdziwego obrazu. <strong>Odcinamy i dystansujemy się od otaczającego nas świata ludzi, często bez konkretnego uzasadnienia.</strong></p>

<!--preview-->

<p>Uzasadnione jest tylko to, dlaczego tak w ogóle działamy. <strong>Generalizacja to proces najczęściej podświadomy. Istnieje on w naszej psychice po to, by ułatwić ogarnianie otaczającego nas świata.</strong></p>

<p><strong>Niestety, jednocześnie go też bardzo upraszcza. Sprawia, że jest płytszy i mniej bogaty w kolory. Na dodatek, w wielu przypadkach opisuje go w sposób błędny, bazując na błędnych i wyssanych z palca założeniach, rzadko mających miejsce w rzeczywistości.</strong></p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/09/causes-prejudice_ff38fd3c76a674b-1.jpg" alt="Nie generalizuj"></p>

<p>Często sam przekonuję się o tym na własnej skórze, gdy np. jeżdżę autostopem, prosząc innych kierowców o podwózkę.  Blondynka z “łysym typem” i BMW nieraz okazali się bardzo przyjaznymi i otwartymi ludźmi.  Młodziejaszek, który “zapomniał jak się po polsku rozmawia”, mówi tak, bo od 3. roku życia mieszka w Kanadzie. Do Polski przyjeżdża tylko co roku na wakacje do swojej rodziny, stąd wynika jego mowa. Starsza para z Niemiec okazała się z kolei najbardziej wyluzowanymi ludźmi tego dnia. Okazało się, że sami przejechali w młodości pół Europy autostopem. Specjalnie skoczyliśmy jeszcze wtedy na obiad, by przekazać sobie jak najwięcej historii i poglądów.</p>

<p>W każdym z powyższych przykładów, gdybym miał bazować na stereotypach lub własnym “widzimisię”, pewnie bym do tych osób nawet nie podszedł. Nie doszłoby do wspólnego poznania się i wynikających z tego korzyści. <strong>Ominęłyby mnie nowe ciekawe znajomości, nie dowiedziałbym się jak różna i wyłamująca ze stereotypu każda z tych osób może być, a ja dalej stałbym na stacji, smętnie i ponuro narzekając, że x jest jak x, y jak y, a z jak z.</strong></p>

<p><strong>Pomyśl, ile osób na starcie skreśliłeś ze swojego radaru w zeszłym tygodniu?</strong> Tylko dlatego, że nie wyglądali tak jak “powinni”. Nie byli otoczeni tymi osobami, które byś chciał. Może nie wysławiali się w taki sposób, w jaki wg. Ciebie lub innych wysławiać się “należy”.</p>

<p><strong>Za każdym następnym razem, gdy w Twojej głowie podświadomie wytworzy się obraz na temat jakiejś osoby (nie mając z nią zawartego wcześniej osobistego kontaktu), staraj się wyłapać to u siebie od razu. Zastanów się i zapytaj — czy słusznie już teraz go tak oceniam?</strong> Czy w myśl zasady “Każdy człowiek jest inny”, nie mogę go potraktować jak równego sobie? Czy jeśli pozbędę się wysuniętej generalizacji i postaram się najpierw człowieka poznać osobiście, to czy coś na tym stracę?</p>

<p>Możemy zamknąć się do świata, innych ludzi i racji, za każdym razem opierając się na stereotypach, generalizacjach innych i tym, co ogólnie jest już nam do tej pory znane.</p>

<p><strong>Możemy też to generalizowanie olać. Na własnej skórze przekonywać się, jacy są inny i świat na prawdę. Warto, bo najczęściej nie będzie nas to absolutnie nic kosztować, a wręcz przeciwnie: możemy dzięki temu wiele zyskać.</strong></p>

<p>Powiązane linki:</p>

<ul>
<li><a href="https://www.youtube.com/watch?v=M-6yJhpG3sA">"Jak przestać ciągle oceniać innych?" - Zapytaj Alexa, wideo cz. 50</a></li>
<li><a href="http://markmanson.net/the-guide-to-being-miserable">"The Guide to Being Miserable" - M. Manson</a> (punkt "5. Be spiteful and make generalizations")</li>
<li><em>(...) We demonize each other. We judge groups of people by their weakest and most depraved members. And to protect ourselves from the overreaching judgments of others, we consolidate into our own clans and tribes, we take refuge in our own precious identity politics and we buy more and more into a worldview that is disconnected from cold data and hard facts.</em> - <a href="https://markmanson.net/crazy-world">"Is it just me, or is it the world going crazy?" - M. Manson</a></li>
</ul>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Moja podróż po Azji w pigułce. 19 punktów, dlaczego warto wybrać się w podróż]]></title><description><![CDATA[<p>4 listopada 2015 roku wylądowałem w Bangkoku. Mając trochę oszczędności i możliwość pracy zdalnej, stwierdziłem, że czas trochę podkręcić tempo swojego życia. Kolejne 6 miesięcy spędziłem całkowicie w Azji Południowo-Wschodniej, podróżując i żyjąc w Tajlandii, Malezji, Singapurze i Wietnamie.</p>

<p>Z pewnością nie dam rady podsumować w jednym poście wszystkiego co</p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/moja-podroz-po-azji-w-pigulce-19-punktow-dlaczego-warto-wybrac-sie-w-podroz/</link><guid isPermaLink="false">60c4a011-d9a1-4d09-b874-0e889e444851</guid><category><![CDATA[podróżowanie]]></category><category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category><category><![CDATA[Azja]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Thu, 21 Apr 2016 12:34:51 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/04/12946807_10153576059341309_1618612991_o--1-.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/04/12946807_10153576059341309_1618612991_o--1-.jpg" alt="Moja podróż po Azji w pigułce. 19 punktów, dlaczego warto wybrać się w podróż"><p>4 listopada 2015 roku wylądowałem w Bangkoku. Mając trochę oszczędności i możliwość pracy zdalnej, stwierdziłem, że czas trochę podkręcić tempo swojego życia. Kolejne 6 miesięcy spędziłem całkowicie w Azji Południowo-Wschodniej, podróżując i żyjąc w Tajlandii, Malezji, Singapurze i Wietnamie.</p>

<p>Z pewnością nie dam rady podsumować w jednym poście wszystkiego co wyniosłem z tego pół roku. Mam już pomysły na conajmniej kilka kolejnych ciekawych artykułów po tej podróży. Dzisiaj mam jednak dla Was szybko spisaną listę kilkunastu pierwszych rzeczy, które nasuwają mi się na myśl, gdy ktoś mnie pyta: "Jak było? Warto?". Hm... Powiem tak...:</p>

<!--preview-->

<ol>
<li><p>Na starcie, <a href="http://jackthenomad.com/bangkok-pierwsze-wrazenia/"><strong>odwiedzasz Bangkok</strong></a>. Miasto kontrastów. Ogromne, bo aż na 8 mln mieszkańców. Setki różnych zapachów i potraw dotąd Ci nieznanych, tropikalny klimat, tuktuki, zwisające kable, viagra i kurczaki sprzedawane obok siebie na ulicach, tu i ówdzie widoczny tajski alfabet, no i zdecydowana przewaga liczbowa Azjatów. Zupełnie inny świat, niż ten, do którego przywykłeś  do tej pory. Jeśli nigdy wcześniej nie opuściłeś Europy, szok po wylądowaniu gwarantowany. </p></li>
<li><p><strong>Wyrabiasz swój pierwszy certyfikat nurkowania na Koh Tao.</strong> Podwodny ekosystem to kolejny na nowo poznany przez Ciebie świat. Czujesz się, jakbyś odkrywał zupełnie nową planetę.</p></li>
<li><p><strong>Próbujesz autostopu w Tajlandii, Malezji, Wietnamie.</strong> Jakoś działa, ale zauważasz różnice od stopowania po Europie. W tej kwestii preferujesz Stary Kontynent, ale to już tylko pewnie Twoje osobiste widzi-mi-się.</p></li>
<li><p>Próbujesz ogarnąć <strong>ruch uliczny w Azji Płd-Wsch.</strong> Po pewnym czasie się przyzwyczajasz. Zaczynasz nawet widzieć jego pewne przewagi nad ruchem w Europie. Choć na temat jego bezpieczeństwa można oczywiście polemizować.</p></li>
<li><p>Zauważasz swoje pierwsze <strong>zmęczenie podróżą i jej powtarzalnością.</strong> Ile razy w kółko można poznawać niemalże identycznych sobie podróżników w hostelach i wymieniać między sobą te same pytania, typu "Skąd jesteś" "Gdzie jedziesz dalej" "Gdzie już byłeś"? Przynajmniej pozwala Ci to na błyskawiczne doszlifowanie Twojego angielskiego. Uczysz się jak odróżniać wszelkie możliwe języki świata. Bawisz się tym i zaczynasz zgadywać z coraz to lepszą  dokładnością skąd kto pochodzi, zaledwie po chwilowym spojrzeniu na ich wygląd i podsłuchaniu ich akcentu angielskiego.</p></li>
<li><p><strong>Tęsknisz za domem.</strong> Zwłaszcza gdy np. jest 24 grudnia, godz. 15, i wszystko zanosi się na to, że Wieczerzę Wigilijną spędzisz sam, bez żadnych znajomych w promieniu kilkuset kilometrów. Ostatecznie, jak to w podróży, wszystko w moment obraca się o 180 stopni i okazuje się to być jednym z Twoich ciekawszych i mile spędzonych dotąd wieczorów.</p></li>
<li><p>Na własnej skórze poznajesz plusy i minusy <strong>życia digital nomada.</strong> O co z tym chodzi? Wyobraźcie sobie, że co prawda dalej musicie pracować po ~8h godzin dziennie, ale możecie to robić gdziekolwiek i kiedykolwiek. Nie masz żadnych ograniczeń czasowych ani terytorialnych. Zaczynasz więc podróżować i z niczego postanawiasz np. zamieszkać w Chiang Mai na 2 miesiące. </p>

<p>W końcu wprowadziłeś się, znalazłeś lokum i biuro. Co teraz? Co będziesz robił w wolnym czasie? Jak pozyskasz znajomych? Jak unikniesz ześwirowania z powodu początkowego braku znajomych, zwłaszcza jako "nieśmiały ekstrawertyk"?</p></li>
<li><p><strong>Poznajesz coraz to kolejne osoby, których historie chłoniesz do siebie jak gąbka wodę na deszczu.</strong> Polak od 8 lat przebywający na chińskiej emigracji? Trójka najnormalniejszych Amerykanów z Texasu, którzy jednak od 5 lat mieszkają w Hong Kongu? Peruwiańczyk rozmawiający w 6 językach, który tak na prawdę od dziecka nigdy nie miał stałego domu - bo w swoim życiu mieszkał już w dwunastu różnych miejscach na Ziemi, w każdym ok. ~2-3 lat? Nie na codzień masz okazję poznawać takie osoby.</p></li>
<li><p><strong>Joga. Medytacja. Tantra.</strong> Wbrew wszelkim skojarzeniom jakie Ci się nasuwają słysząc te nazwy, w końcu próbujesz tego wszystkiego. I sporo z tego wynosisz. Wiele praktykować będziesz dalej.</p></li>
<li><p>Zaczynasz też zgłębiać <strong>buddyzm</strong>. Zaczynasz powoli się orientować, o co chodzi w tym całym <strong>poszukiwaniu wyższej samoświadomości</strong>. W Azji Płd-Wsch jest multum spotkań i osób siedzących w tych tematach. Zauważasz coś ciekawego: większość poznanych Ci do tej pory w życiu osób - które sporo w życiu robią i swojego czasu raczej nigdy nie marnują - są zawsze jednocześnie jakby na kilku poziomach tej świadomości. </p>

<p>Postanawiasz zgłębiać te tematy jeszcze dalej, także po powrocie z podróży. W przyszłości, może zachęcisz do nich także swoich znajomych, lub opiszesz to na swoim blogu? To zbyt ważny temat, byś pozwolił mu tak po prostu przemknąć niezauważonym.</p></li>
<li><p><strong>W chwilach samotności przestajesz się czuć nieswojo. Wręcz przeciwnie, zaczynasz czerpać z nich ogromną przyjemność.</strong> Gdy ktoś ze zdziwieniem w głosie dopytuje Cię "Podróżujesz samemu?", z dumą już odpowiadasz, że tak. Próbujesz nawet przenieść zakłopotanie na pytającego, że jest ów faktem zdziwiony. Dochodzi już nawet do momentów, że gdy masz wybór podróżować samemu lub w grupie, czasem świadomie postanawiać iść w pojedynkę. Tu i ówdzie poznajesz też więcej osób, które uważają podobnie. Znacznie Cię to podbudowuje.</p></li>
<li><p><strong>Razem z tym, stajesz się znacznie silniejszy jako osoba.</strong> Asertywny. Wiesz dokładnie co sprawia Ci przyjemność, a co nie. Przestajesz się przejmować tym, co nakazują Ci normy społeczne.</p></li>
<li><p><strong>Przestajesz doświadczać rzeczy tylko dlatego, że inni na ich temat wytworzyli obraz, że warto.</strong> Uczysz się własnego stylu życia i podróżowania. Od teraz decydujesz się dobierać swą dalszą trasę życia jak i podróży tylko na wyłącznie na podstawie własnej intuicji.</p></li>
<li><p><strong>Zaczynasz błyskawicznie budować relacje z innymi ludźmi</strong>, bo podróż w pojedynkę nie znaczy samotnie. Gdy tylko chcesz danego dnia wejść w interakcje z innymi, zaczynasz robić to momentalnie. Uśmiechasz się i nawiązujesz rozmowy z lokalnymi mieszkańcami. Gdy chcesz znaleźć kompanów np. do wspólnej wycieczki w góry lub niedalekiej plaży, w hostelu w mig znajdujesz do tego towarzystwo.</p></li>
<li><p><strong>Uczysz się różnic między kulturami.</strong> Amerykanie, Niemcy, Polacy, Irlandczycy, Tajowie, Koreańczycy - wszyscy będą mieli inne normy kontaktu z ludźmi. Inny humor. Inny sposób prowadzania dyskusji. Jedni nie wytrzymają bez small talku, innym zawsze zdawać się on będzie całkowicie niepotrzebny. Jedni kochają ironiczny humor, drudzy obrażą się po pierwszym satyrycznym żarciku. Jeśli chcesz budować pozytywne relacje ze wszystkimi z nich, niestety - musisz się tego wszystkiego nauczyć ;)</p></li>
<li><p>Powiązane z powyższym: <strong>niejako zmuszony, na nowo odkrywasz jak nawiązywać relacje damsko-męskie.</strong> To, co może wydawać Ci się że "działa" w Twoich ojczystych stronach, niekoniecznie grać będzie w przypadku osób z Ameryki Płn., Płd., Europy Płd. czy Azji. Wielu rzeczy uczysz się na nowo, często podpatrując od innych kolegów/koleżanek zza granicy.</p></li>
<li><p><strong>Przestajesz absolutnie generalizować i bazować na stereotypach.</strong> Wiesz, że te mechanizmy od urodzenia wbudowane są w nasz organizm (by ułatwić rozumienie otaczającego nas świata), ale zamierzasz już nigdy więcej tego nie robić. To droga na skróty, która niemal zawsze okazuje się błędna, często pozbawiająca Cię prawdziwych skarbów - relacji z ludźmi, na których Ci zależy, a przez swoje uprzedzenia nigdy nie będziesz miał okazji poznać.</p></li>
<li><p>Po pewnym czasie,  <strong>widoki kolejnych plaż, miast i gór, okazują się już być dla Ciebie tylko kolejnymi widokami. Nadal doceniasz ich piękno, ale zauważasz, że pamiętasz je później tylko przez pryzmat własnych doświadczeń i panujących okoliczności, a nie dzięki temu, że były one "ładne" czy polecane przez przewodniki lub znajomych.</strong> </p>

<p>Nie będziesz myślał o tym, jak piękna była ta plaża, ale będziesz pamiętał, jak ku Waszym zaskoczeniu Ty i Ona ją znaleźliście i spędziliście na niej noc wymarzoną jak z filmu. </p>

<p>Gdy będziesz wspominał swój trekking po malezyjskiej dżungli, krajobraz, który tam widziałeś, będzie tylko szczegółem. Zamiast tego najbardziej zapamiętasz osoby, z którymi tam wtedy szedłeś, ich historie i żarty, które wymienialiście sobie razem podczas przechadzki na szlaku, a także moment, gdy szedłeś przez tę dżunglę sam i zastanawiałeś się, czy w ogóle z niej jeszcze wrócisz. </p>

<p><strong>Widoki stają się tylko tłem wydarzeń (nadal pięknym co prawda) lub miejscem do Twoich kontemplacji. Zauważasz, że podczas dalszej podróży najważniejsze dla Ciebie staje się to, co dzieje się obok nich: przeżyte doświadczenia i poznane osoby, aniżeli zwiedzone miejsca.</strong></p></li>
<li><p><strong>Ostatecznie, czujesz się w pełni zrealizowany swoją podróżą.</strong> Chcesz podróżować dalej i więcej, tym bardziej, że po 6-miesięcznym doświadczeniu wiesz już doskonale jak robić to dobrze ze swoimi własnymi upodobaniami. </p>

<p>Być może chcesz zrobić sobie krótką przerwę, na spotkanie się ze starymi znajomymi i dopiero wtedy kontynuować z podróżą. </p>

<p>A być może jesteś już zadowolony z tego co zobaczyłeś, doświadczyłeś i jesteś gotów osiąść w jednym miejscu na dłużej. </p>

<p>To dlatego, że <strong>wiesz, że te egzotyczne plaże z palmami, to tylko kolejne plaże z palmami. Byłeś już tam. Wiesz, że jakbyś chciał, to mógłbyś znów trochę przyoszczędzić, wziąć samolot do Bangkoku, autobus do Chumphon, łódkę na Koh Phangan i pojawić się na tej wymarzonej plaży z kokosami ze zdjęć po raz kolejny.</strong></p>

<p><strong>Ale wiesz, że już nie musisz. Bo to, czy na zdjęciu czy na własne oczy widzisz jesienny las w Polsce, czy słoneczną plażę na wyspie w Tajlandii, nie robi już Tobie większej różnicy. To tylko inny krajobraz. Tak jak w podróży żyłeś chwilą i ludźmi dookoła Ciebie, tak teraz robisz to cały czas - nieważne, gdzie jesteś.</strong></p></li>
</ol>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[6 miesięcy w Azji już za mną. Wróciłem]]></title><description><![CDATA[<p>Co się u mnie wydarzyło przez ten ostatni czas? Skłamałbym, gdybym powiedział, że niewiele. Dzień po dniu spotykam się z kolejnymi znajomymi, którzy zasypują mnie pytaniami: <em>"Kogo poznałeś?" "Ile tam było stopni?" "Które miejsce najlepsze?" "Opowiadaj!"</em>.</p>

<!--preview-->

<p>Każdemu próbuję opowiedzieć wyjazd z trochę innej strony, dopasowując się do odbiorcy. Za każdym</p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/6-miesiecy-w-azji-juz-za-mna-wrocilem/</link><guid isPermaLink="false">eedffb29-57cd-4f5d-a6c2-ab9911209b7c</guid><category><![CDATA[podróżowanie]]></category><category><![CDATA[Azja]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Thu, 21 Apr 2016 12:27:15 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/04/2016-03-14-06-18-04.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2016/04/2016-03-14-06-18-04.jpg" alt="6 miesięcy w Azji już za mną. Wróciłem"><p>Co się u mnie wydarzyło przez ten ostatni czas? Skłamałbym, gdybym powiedział, że niewiele. Dzień po dniu spotykam się z kolejnymi znajomymi, którzy zasypują mnie pytaniami: <em>"Kogo poznałeś?" "Ile tam było stopni?" "Które miejsce najlepsze?" "Opowiadaj!"</em>.</p>

<!--preview-->

<p>Każdemu próbuję opowiedzieć wyjazd z trochę innej strony, dopasowując się do odbiorcy. Za każdym razem wspólna rozmowa między dwoma starymi znajomymi zaczyna jednak po chwili przypominać jednostronny wywiad. Jedna ze stron nieustannie zasypywana jest kolejnymi pytaniami, najczęściej o rzeczy, które w jej opinii są oczywiste lub niewiele znaczące (np. <em>"co zobaczyłeś?", "co było najładniejsze?", "ciepło było, nie?", "jak załatwiłeś sobie wizę?"</em>). Pan "Podróżnik" chciałby z kolei opowiedzieć, na temat tego, co w tej podróży było dla niego najważniejsze: o doświadczeniach, które w niej przeżył; o lekcjach, które z niej wyniósł i o ludziach, których podczas niej poznał i zapamięta na lata, nawet, jeśli chwile z niektórymi z nich trwały czasem tylko 1-2 dni.</p>

<p>To nie wina podróżnika, ani rozmawiających z nim osób, że rozmowa nie klei się tak, jak powinna. Trudno jest ot tak streścić innej osobie tak długi i bogaty w doświadczenia okres, mając nadzieję, że zrozumie ona i wyniesie z tej opowieści te same lekcje co opowiadający. Być może nawet to zadanie niemożliwe. </p>

<p><strong>Mogę jednak spróbować czegoś innego: przekonać Was, do odbycia takiej podróży samemu - kiedyś tam, w przyszłości.</strong> Wtedy przeżyjecie to sami.</p>

<p><strong>Jednym z głównych celów dla których piszę cokolwiek na tym blogu jest kształcenie siebie i innych.</strong> A z wędrówki po Azji dobitnie przekonałem się, że podróże kształcą. Ciężko mi zliczyć wszystko, co stamtąd wyniosłem. Było to chyba najbardziej pouczające 6 miesięcy w moim życiu do tej pory i już jestem pewien, że doświadczenia z tej wycieczki uformowały mnie w pewnym stopniu na resztę życia. Czy to w sposobie kontaktu z innymi ludźmi; podejścia do innych kultur; tolerancji; czy ogólnie: przeżywania szczęścia.</p>

<p>Najbliższym znajomym staram się to wszystko przedstawiać osobiście, na ile pozwola mi czas, ale już wiem, że wszystkiego nie dam rady im streścić. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, odezwało się też do mnie sporo dalszych znajomych, którzy chcieliby posłuchać o mojej podróży, mimo, że dawno już ze sobą nie rozmawialiśmy. Super. Doskonała okazja by odświeżyć te stare dobre znajomości =)</p>

<p><strong>Z tego powodu mam pomysł: spotkajmy się w przyszłym tygodniu w Poznaniu na mały "pokaz slajdów".</strong> Postaram się na spokojnie przedstawić Wam jak najwięcej z tej podróży: gdzie byłem, co zwiedziłem, kogo poznałem, czego się nauczyłem i jakie lekcje życiowe z niej wyniosłem. </p>

<p><strong>Spotkanie odbędzie się w środę 27 kwietnia o 18:30 w sympatycznym poznańskim coworkingu <a href="https://www.facebook.com/grobla7/">Grobla 7</a>.</strong> Szczerze wątpię, czy kiedykolwiek będę opowiadał o tej podróży jeszcze raz - więc jeśli komuś zależy, polecam sobie ten termin zarezerwować w Waszym kalendarzu już teraz.</p>

<p>Postaram się Was przekonać, że warto chociaż raz w życiu zaoszczędzić trochę pieniędzy i wybrać się w podróż "w nieznane". Do zobaczenia ;-)</p>

<p>W międzyczasie, opublikowałem już mały zwiastun tego czego można się spodziewać w środę: <a href="http://jackthenomad.com/moja-podroz-po-azji-w-pigulce-19-punktow-dlaczego-warto-wybrac-sie-w-podroz/">Podróż w Azji w pigułce. 19 punktów, dlaczego warto wybrać się w podróż</a>. Miłego czytania.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Tajski raj]]></title><description><![CDATA[<blockquote>
  <p><em>"There's this place.. called climbers' paradise."</em></p>
</blockquote>

<p><strong>Jest takie miejsce.</strong> Całkowicie odseparowane od znanego nam świata, cywylizacji i internetu. Daleko na południu Tajlandii, gdzie dostać się można tylko łodzią. Z plażą jak z obrazka, zamkniętą klifami z obu stron i z ciągnącym się lasem palmowym wzdłuż całego wybrzeża. </p>

<p><strong>W głębi tego</strong></p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/tajski-raj/</link><guid isPermaLink="false">ea59775f-f03e-4574-8e1f-b91f73088709</guid><category><![CDATA[podróżowanie]]></category><category><![CDATA[Azja]]></category><category><![CDATA[Tajlandia]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Sun, 20 Dec 2015 08:31:51 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-22-17-40-28_1024-2.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<blockquote>
  <img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-22-17-40-28_1024-2.jpg" alt="Tajski raj"><p><em>"There's this place.. called climbers' paradise."</em></p>
</blockquote>

<p><strong>Jest takie miejsce.</strong> Całkowicie odseparowane od znanego nam świata, cywylizacji i internetu. Daleko na południu Tajlandii, gdzie dostać się można tylko łodzią. Z plażą jak z obrazka, zamkniętą klifami z obu stron i z ciągnącym się lasem palmowym wzdłuż całego wybrzeża. </p>

<p><strong>W głębi tego lasu znajdziemy jednak miejsce z niespotykaną dotąd harmonią i spokojem.</strong> To wioska składająca się z drewnianych domków zamieszkałych przez Tajów i podróżników świata zachodniego. Trafili tu, bo szukali dwóch rzeczy: dobrej zabawy, oraz odłączenia, przynajmniej chwilowego, od codziennie znanego nam świata mediów, polityki, wojen i codziennej pracy, pieniędzy, pośpiechu.</p>

<p>Znów przyrównam się do Richarda granego przez Leonardo di Caprio w filmie <a href="http://www.filmweb.pl/Niebianska.Plaza">"The Beach"</a>, bo na to miejsce trafiłem zupełnie przypadkiem. Nie, nikt nie podał mi mapy. Z przyjemnością opiszę Wam jednak to miejsce. <strong>Pokusiłem się nawet by nazwać je "rajem", bo do tej pory nie byłem nawet o nim zdolny marzyć, że istnieje.</strong></p>

<!--preview-->

<hr>

<h2 id="pobudka">Pobudka</h2>

<p>Przez jedną z wnęk w niemalże-szczelnej ścianie mojego bambusowego domku zaczęło właśnie przebijać się słońce. Jakkolwiek bym się nie przekręcił na łóżku, świeci mi ono dalej prosto w oczy. Pospałbym dalej, ale nic z tego. Robi się tu coraz goręcej. Każda kolejna spędzona tu godzina byłaby tylko męką.</p>

<p>Wstaję. Od razu do mej głowy dobijają się donośne odgłosy tropikalnych owadów. Te dźwięki, wszechobecne tu w niemal każdej dżungli, doprowadzają mnie już do szału. Jeden z nich jest tak dziwny, głośny i grający w kółko, że czuję, jakby mi ktoś nim wiercił w głowie. Jestem pewien, że gdybym spędził w tej dżungli jeszcze z tydzień, najlepiej w izolacji, to skończyłbym jak Richard (główna postać grana przez Leonardo di Caprio w filmie "The Beach"), gdy zostaje wygnany ze swej wioski - obłąkany łaziłbym w kółko po lesie jak na grzybach.</p>

<iframe width="100%" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/0MW7BSWmZDg" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

<p>Nie chcę tak skończyć. Najwyższy czas się ogarnąć.</p>

<p>Na szczęście bungalow, który mam tu wynajęty, jest jakby pode mnie zbudowany. Lubię do niego wchodzić, zwłaszcza na krótką przerwę w środku dnia. Ma drewniany taras, na którym spokojnie mogę rozwiesić pranie, a także usiąść, pograć na djembe i przeczekać ewentualny deszcz. W środku jest jedno pomieszczenie z dużym łóżkiem małżeńskim i zwisającą nad nim, przyczepioną do sufitu, całkiem słodko wyglądającą niebieską moskitierą. Obok całkiem sporo miejsca na podłodze - tak, że mogę rozłożyć na niej w pełni swój plecak i jeszcze mieć miejsce na przejście do łazienki. Wszystko to w cenie 250 tajskich batów za noc, czyli ok. 27 zł. Jak dla mnie, luksus, na dodatek za rozsądną cenę.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-19-17-22-58_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Oczywiście nie jest to standard 5-gwiazdkowego hotelu. W zamian za tą cenę należy przyzwyczaić się do obecnych tu warunków. Na przykład do życia w zgodzie z insektami. Widok przechodzącego po chatce owadu wielkiego na ~5cm to rzecz tu naturalna. Świganie w niego kapciami w niczym nie pomoże. Co najwyżej sprawi, że schowa się w plecaku lub pod podłogą. Zamiast tego lepiej po prostu dalej zająć się tym, co się miało w domku zrobić (tj. umyć, przebrać lub iść spać) i zapomnieć o tym, że ten owad tam w ogóle był. Co najwyżej, można upewnić się podczas zasypiania, że moskitiera szczelnie zamyka przestrzeń dookoła łóżka. Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś się obawiał, że insekt wejdzie mu tam podczas snu.</p>

<hr>

<h2 id="3dniwczeniej">3 dni wcześniej</h2>

<p>Zmęczony <a href="http://jackthenomad.com/bangkok-pierwsze-wrazenia/">Bangkokiem</a> i turystycznymi ośrodkami, których niestety w Tajlandii pełno, szukałem odosobnionego miejsca z plażą, gdzie mógłbym się trochę uspokoić. Posiedzieć w ciszy, popływać, pograć na djembe przy blasku gwiazd i posłuchać szumu morskich fal. Świadomie chciałem odłączyć się od internetu i społeczeństwa, chociażby na kilka dni.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-26-13-19-08_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Ostatni dzień naszej wspólnej podróży z <a href="http://jakwygraczycie.pl/">Tomkiem</a> zdecydowaliśmy się spędzić na <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Railay_Beach">Railay</a>. Jest to najdalej wysunięty na południe od <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Ao_Nang">Ao Nang</a> półwysep z kilkoma plażami i wysokimi klifami. Mimo, że geograficznie należy on jeszcze do kontynentu, w praktyce jest od niego całkowicie odseparowany jednym z ów klifów. Dotrzeć da się tu tylko łodzią. Tak też transportowane są tu wszelkie surowce, a prąd wytwarzany jest na miejscu przez najzwyklejsze generatory napędzane benzyną.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-17-17-53-02_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>O tym, że Railay jest piękne, łatwo można się przekonać spoglądając na <a href="https://www.google.pl/search?q=railay&amp;lr=&amp;hl=pl&amp;source=lnms&amp;tbm=isch&amp;sa=X&amp;ved=0ahUKEwiQvJ_1ot_JAhUMc44KHWTXDM4Q_AUICCgC&amp;biw=1920&amp;bih=962">jakiekolwiek</a> zdjęcia w internecie. Niestety, dzięki temu musimy też zapomnieć, że będziemy na tej plaży jedyni. Miejsce zostało już bowiem dosyć silnie zurbanizowane. Główne plaże zajęte już zostały przez typowe kurorty turystyczne.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-20-13-32-23_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-17-15-46-54_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Chciałem odkryć swój własny raj, ale wygląda na to, że spóźniłem się o ładnych kilkanaście lat. Trudno. Mimo wszystko, nadal jest tu ładnie. Zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy klify rumienią się na pomarańczowo, z wyspy odpływają ostatnie tajskie drewniane łódki [z rychoczącym na kilometr silnikiem], a na miejscu pozostają już tylko jej mieszkańcy i Ci, którzy zagwarantowali sobie tu jakiś nocleg.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-17-17-42-34_1024-1.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-21-18-10-46_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>I w tym momencie prawdopodobnie bym już zakończył ten post, pewnie z dopiskiem w stylu, że to miejsce trzeba po prostu odwiedzić, gdy jest się w okolicy.</p>

<p>Ale w tym przypadku mam do opisania coś więcej. <strong>Okazało się, że Railay to nie tylko piękne plaże i widoki. Zamiast pozostać w tym miejscu przez jeden dzień, spędziłem tu 10 kolejnych nocy.</strong> W odseparowaniu od głównej cywylizacji, dokładnie tak jak chciałem. Gdy dzisiaj o tym myślę, spędziłbym tam jeszcze co najmniej kolejny miesiąc. Dlaczego?</p>

<h2 id="tonsairajdlawspinaczyinietylko">Tonsai - raj dla wspinaczy... i nie tylko</h2>

<p>Od innych miejsc w Tajlandii, Railay wyróżnia jedno. Okoliczne tu klify oprócz tego, że są piękne, służą jednocześnie jako świetne ściany wspinaczkowe. Jeśli wpiszemy w google "top 5 places for rock climbing", bardzo prawdopodobne jest, że znajdziemy tam Railay (<a href="http://www.nerverush.com/best-beginner-places-rock-climb-around-world/">przykład</a>).</p>

<p>Wiedziałem już o tym wcześniej, bo któregoś n-tego wieczoru przeczesując w nieskończoność internet, przypadkiem trafiłem na parę zdjęć z tego miejsca, widząc wspinaczy, plażę, klif i zachód słońca na jednym planie.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_3382807043_bb49cd6ff3_b_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Jako że sam miałem okazję ćwiczyć przez rok wspinaczkę górską w Poznaniu, głupotą by było nie spróbować tego w tym miejscu. Brakowało mi tylko dwóch elementów: partnera asekuracyjnego i ekwipunku.</p>

<p>Partnera prawdopodobnie bym znalazł na miejscu, gdybym odpowiednio długo poszukał. Tu i ówdzie było widać kilka wspinających się osób.</p>

<p>Ekwipunek z kolei mógłbym pewnie wypożyczyć w jakimś punkcie na miejscu. Tylko gdzie go znajdę? Pytając się kilku osób, polecili nam skierować się na Tonsai Beach - plażę obok Railay.</p>

<p>Plaże te oddzielone są krótką, 15-minutową ścieżką przez las i skałki. Jedynymi innymi sposobami by się dostać na Tonsai jest przedrzeć się przez dżunglę w głębi półwyspu lub przejść po kamieniach na wybrzeżu, które odsłaniają się tylko podczas odpływu.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/TonsaiRailayBay.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Jako że był przypływ, wybraliśmy opcję pierwszą. Po kilkunastu minutowej przechadzce przez mini-dżunglę, w końcu trafiliśmy na miejsce, którego szukaliśmy. W miarę pusta plaża, otoczona palmami, bez zbędnych kurortów z basenami i leżakami do wynajęcia.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-17-13-39-02_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Strategicznie rozłożyliśmy się między dwiema grupkami dziewczyn. Po krótkiej konwersacji, siedzące obok włoszki oznajmiły, że nocują tu od kilku dni w jednym z bungalowów w dżungli obok, płacąc zaledwie po 25 zł za noc na parę. Zrobiłem wielkie oczy. Szukałem tu noclegu dzień wcześniej przez internet i jedyne co mogłem znaleźć, to turystyczne kurorty na plaży obok w cenie 10x wyższej. Nagle okazuje się, że w dżungli obok jest wioska pełna domków na wynajem, o których nigdzie nie mogłem wcześniej przeczytać. Po chwili dopowiedziały jednak, że prąd jest dostępny tylko przez kilka godzin na dobę, za ciepłą wodę trzeba słono dopłacić, a o dobrym internecie mogę zapomnieć.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-17-13-52-01_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Brak prądu i ciepłej wody? Znikomy internet? Zrobiłem jeszcze większe oczy. Biorę to w ciemno. Dokładnie takiego miejsca szukałem.</p>

<p><em>"Tuż za placem budowy idź ścieżką wzdłuż muru, a dojdziesz do wioski."</em> dopowiedziały dziewczyny. Odłączając się na chwilę od Tomka [bo on niestety następnego dnia musiał uciekać w inną część Tajlandii], poszedłem tam sam.</p>

<p><strong>Gdy tylko straciłem ich z wzroku, poczułem, jak znów idę przed siebie w nieznane.</strong> Po dwóch tygodniach "badania terenu" w Tajlandii, byłem już z tym krajem, jego kulturą, kuchnią i tropikalnymi warunkami wstępnie zapozniany. Czekałem na kolejne wyzwanie.</p>

<p><strong>Inaczej mówiąc, był to nagły dreszczyk emocji spowodowany tym, że z nieznanego jeszcze mi do końca celu, wysłałem się w to miejsce sam, nie mając pojęcia, co wydarzy się dalej.</strong> <a href="http://jackthenomad.com/czas-wyruszyc/">Ten dreszczyk</a> o nazwie "dobra, wysłałeś się tu i nie ma już odwrotu - co będzie, to będzie", przeżyłem już w tym roku kilka razy. Choć z początku czułem się z tym uczuciem trochę nieswojo, z czasem je jednak polubiłem. <strong>Wiedziałem, że cokolwiek się nie wydarzy, nie będę tego żałował. Swój strach mechanicznie przemieniałem w przypływ andrenaliny, zamieniając całość w pozytywny moment.</strong></p>

<p><strong>Chwilę później zaczął się mój tajski raj. Każda kolejna spędzona w nim sekunda była dla mnie jak godzina transu, który pamiętam do dzisiaj</strong>, pisząc ten post.</p>

<hr>

<h2 id="tajskiskarb">Tajski skarb</h2>

<p><strong>Wręcz zabawne i ironiczne jest, jak bliskie i zarazem odległe są od siebie te dwa światy.</strong> Railay i Tonsai oddzielone są od siebie tylko 15-minutowym przesmykiem. Podejrzewam, że zanim na Railay pojawiły się pierwsze kurorty, plaże te niewiele się od siebie różniły. Los chciał jednak, że to właśnie Railay stało się "ofiarą" kapitalizmu i turystyki świata zachodniego, a Tonsai w tym samym czasie zostało niemalże niezauważone i nietknięte przez świat zewnętrzny.</p>

<p>Spoglądając na Tonsai z daleka, widzimy tylko plażę z gęstym lasem palmowym ciągnącym się wzdłuż całego wybrzeża, zamkniętą z obu stron wysokimi klifami. Jest jakby odasomotniona. Owszem, po bliższym się przyjrzeniu, można zauważyć tu i ówdzie włóczących się kilka osób, parę tajskich łódek i jeden bar, ale nadal nie niszczy to jej krajobrazu i charakteru.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-25-10-27-42_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p><strong>Gdy z kolei pójdzie się wydreptaną ściężką w głąb lasu, człowiek błyskawicznie odchodzi od poprzedniego znanego mu świata.</strong> Dźwięki plaży i ludzi zanikają. Leżaki z plaży Railay zostają tylko już wspomnieniem. Zamiast tego dookoła pojawiają się wszechobecne palmy i wyraźne, hipnotyzujące człowieka odgłosy cykadów. Raz po raz w oddali można usłyszeć i zobaczyć poruszające się korony drzew. Jeśli nadążymy wzrokiem, zdamy sobie sprawę, że to nie wiatr - tylko przeskakujące tam z palmy na palmę małpki.</p>

<p>Idąc dalej, droga skręca w lewo. Pojawia się równoległy do niej mur, odgradzający ją od dżungli, a razem z nim pierwsze naniesione na nim grafitti w najróżniejszych językach świata. W końcu zaczyna się wioska.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-20-13-54-25_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-20-13-54-56_1024-1.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<h2 id="reggaejogaislackline">Reggae, joga i slackline</h2>

<!-- zdj z 'The beach', gdy di caprio ma wielkie oczy -->

<p>Widok wioski w tym miejscu zaskakuje każdego nowoprzybyłego. Składa się ona z kilkunastu-kilkudziesięciu chatek. Drewnianych, wyglądających na typowe tajskie domki, ale w odrobinę zachodnim stylu, bo z napisami typu "valley resort", "viking bar", "bungalow village".</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-25-18-03-59_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-25-15-38-43_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Niemal wszystkie z nich biegną wzdłuż "drogi z murem". Zdaje się ona być tu główną "autostradą"-szlakiem, bo w ciągu dnia mija się na niej praktycznie wszystkie zamieszkałe tu osoby. Gdy ktoś idzie z pensjonatu do restauracji, z restauracji do sklepu, ze sklepu na plażę, czy na ścianę wspinaczkową, podąża właśnie tą drogą, która biegnie wzdłuż całej wioski.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-25-15-35-17_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-25-15-34-32_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Po krótkim spacerze w końcu trafiam na miejsce zdające się być tutejszym centrum życia. Otwarta przestrzeń na środku; slackline po lewej stronie; dwa piętrowe domki z przodu po bokach (gdzie kilka osób siedzi w kółku, rozmawiając, uprawiając jogę lub zajadając tajską zupkę); a w głębi, średniej wielkości półokrągły otwarty barek. Wszędzie kolorowo i pełno różnorakich ozdób z tajskimi lub zielono-czerwono-żółtymi flagami i symbolami wolności.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-25-15-35-41_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-25-15-36-22_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-25-15-37-50_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Nadal nie mogąc uwierzyć w to co tu widzę, przyłączam się do jednej z grupek. <em>"Hello, I'm Jack from Poland, I'll be pleased to be member of this community for the next ~10 days."</em> Bez żadnych dziwnych spojrzeń i oporów, wszyscy witają mnie z uśmiechem, pokolei się przedstawiając, najczęściej też z imienia i nazwy kraju swego pochodzenia.</p>

<p>Po krótkiej nawiązanej z nimi konwersacji potwierdzają się wszystkie informacje o wiosce usłyszane wcześniej od dziewczyn poznanych na plaży. Poza tym, wioska faktycznie zdaje się mieć taki klimat na jaki wygląda. Panuje w niej swojska atmosfera i wszyscy się tu dobrze znają. Natychmiastowo podejmuję decyzję o zmianach swoich planów na resztę mojego pobytu w Tajlandii i następnego dnia, przeprowadzam się własnie tutaj. Bo jak powiedziała mi przed chwilą jedna z poznanych tu osób, gdy jeszcze się nad tym zastanawiałem: <em>"if you like it here, you should move here. You're gonna love it."</em></p>

<h3 id="tonsaizadniaczylidzienneaktywnoci">Tonsai za dnia, czyli dzienne aktywności</h3>

<p>Wszyscy w tej wiosce mniej więcej się znają, bo prędzej czy później ktoś z nich spotka się razem podczas uprawiania jednej z dostępnych tu dziennych aktywności.</p>

<ul>
<li><strong>wspinaczka górska</strong> - uprawia ją tu niemal każdy. Co chwilę widać jakieś grupki na drodze, wyruszające na lub wracające z wyprawy. W całym okręgu Tonsai - Railay West - Railay East jest w sumie kilkadziesiąt dróg, którymi można się wspinać. Z wszelkimi możliwymi poziomami trudności (6a - 8+) czy cechami typu multipitch, bouldering. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.</li>
</ul>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-22-15-33-40_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<ul>
<li><strong>deep water soloing</strong> - udowadniający, że sprzęt do wspinaczki nie musi być nawet potrzebny. Jeden z tutejszych ośrodków organizuje wyprawy na skałki na okolicznej wysepce. Wspinasz się tylko w butach i kąpielówkach. Co jeśli spadniesz? Po prostu wylądujesz w morskiej wodzie. Tylko uważaj jak lądujesz, bo skok z 15 metrów do wody może boleć. Wiem co mówię.</li>
</ul>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-19-10-58-10_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<ul>
<li><strong>slackline</strong> - dostępny na polance przed każdym z barów. Chcesz potrenować? Przyjdź w dzień, zawsze znajdzie się ktoś bardziej doświadczony, kto udzieli Ci cennych wskazówek. W nocy ustaw się jednak w kolejce, bo jego otoczenie zamienia się w jedno z głównych miejsc skupiających towarzystwo. Każdy chce pokazać, co udało mu się uskutecznić za dnia.</li>
</ul>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-24-20-34-52_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<ul>
<li><p><strong>joga</strong> - nawet jeśli jej jeszcze nie próbowałeś, to nie problem. Bardzo łatwo znaleźć tu kogoś, kto pokaże Ci podstawy. Wiedz też, że warto, bo zalet jej uprawiania jest sporo. Zapomnij też, że jest ona tylko dla dziewczyn. Poznany tu typowy twardziel z USA, zawodowy bokser i wieloletni trener MMA wybił mi ten stereotyp z głowy, oznajmiając, że sam uprawia jogę już od ładnych kilku lat. Przyzwyczaj się też, że <em>"hey girl, do you do <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Acroyoga">acro</a>?"</em> to klasyczny tu podryw na hipisa.</p></li>
<li><p><strong>oh, just chillouting</strong>, czyli zawsze dobrze brzmiąca odpowiedź na "what did you do today?", gdy tak na prawdę nie robiliśmy nic. Czy spędzenie dnia na tej pięknej plaży, chodzenie dookoła wioski i dżungli obserwując pobliskich wspinaczy lub skaczących małpek jest jednak czymś złym?</p></li>
</ul>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-22-14-59-16_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<ul>
<li><strong>island hopping, czyli kayaking i snorkeling</strong> - wypożyczenie kajaków i udanie się na malutkie, odległe o ~4 km wyspy o średnicy mniejszej niż 300m to z pewnością udany plan na dzień. O ile tylko nie ma sztormu.</li>
</ul>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-19-13-55-21_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<ul>
<li><strong>cave &amp; jungle exploring</strong> - nie masz sił na wspinaczkę? ubierz dobre buty i ciuchy, które możesz ubrudzić i po prostu rusz przed siebie. W okolicznej dżungli jest kilka miejsc, które można zwiedzić. Można też udać się do jaskini na końcu półwyspu, ale bez latarki lepiej się do niej nie zabierać. Warto też zabrać linę - bo o ile z jednej strony można się do niej wspiąć na piechotę, to z drugiej można co najwyżej zeskoczyć, lub trochę bezpieczniej - zjechać po linie na dół.</li>
</ul>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-21-16-24-58_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-21-16-32-34_1024-1.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-21-16-36-46_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-21-16-46-53_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<ul>
<li><strong>thai massage</strong> - ostatecznie, gdy nasze ciało jest już na prawdę zmeczone, warto wybrać się na prawdziwy tajski masaż. Głupio nie skorzystać, skoro jest w cenie 2-3 tutejszych piw - ok. 20 zł za godzinę.</li>
</ul>

<h3 id="tonsainocczylipeacelovemusic">Tonsai nocą, czyli peace, love &amp; music</h3>

<p>Pokojowy urok wioski daje się też poznać wieczorem. W wioskowym barze możemy wtedy spotkać niemal każdego, kogo mijaliśmy za dnia podczas naszych aktywności.</p>

<p><strong>Wieczorem aktywność pozostaje już tylko jedna: powszechny chillout.</strong> Zwykle przy muzyce reggae i zależnie od gustu, przy piwie, drinkach z tajskim whisky lub kokosowo-bananowych shake'ach. Fani zielonej roślinki też znajdą coś dla siebie. Jej dostępność tutaj zawstydza wszystkie znane mi kraje z Europy Zachodniej, nawet Holandię. No bo kto z Was zamawiał kiedyś przy barze <em>"dwa piwa i joint poproszę"</em>? Nic też nie smakuje tak dobrze, jak bambusowe bongo w środku tropikalnej dżungli. A jeśli ktoś lubi halucynki i dziwne kolorowe wizje, happy shake to zdecydowanie tutejszy drink dla niego. Jaki jest jego skład, domyślcie się sami.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-18-19-10-56_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Wioska sama zapełnia się z czasem. Jej właściciele, czyli specjalizujący się we wszystkim tu Tajowie, dobrze o to dbają. Na ścianie wspinaczkowej popiszą się wspinając się bez liny tam, gdzie nie dojdzie żaden westerner. Na slackline będą urządzać walki 1-on-1, pt. "kto spadnie pierwszy". Wszelkie chwyty dozwolone.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-19-23-30-46_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p>Wieczorem, stają się najlepszymi barmanami, jakich mogłem do tej pory spotkać. Głośno i wesoło krzyczą <em>"Hello, how are you?"</em> zza baru już wtedy, gdy ty jeszcze jesteś na "drodze z murem" i nie zdążyłeś nawet pomyśleć, czy może by wejść do środka. Później, gdy z pustym kuflem od piwa niepewnie spojrzysz na bar - myśląc o tym, czy zamówić kolejne - barman od razu nawiąże z Tobą rozmowę, przy okazji niwelując Twoje niepotrzebne niezdecydowanie.</p>

<p>W nocy, przy blasku księżyca, uraczą Was tańcem wirujących ognii lub koncertem muzyki reggae. <strong>Z pierwszym dniem nie możesz uwierzyć, że to wszystko na prawdę się tu dzieje. Z każdym kolejnym traktujesz to już jako stan normalny i marzysz, by przenieść to do swojego świata codziennego.</strong></p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-22-22-14-31-1_1024.jpg" alt="Tajski raj">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-19-23-30-53_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p><strong>Bo gdy siedzisz na piętrze jednego z tych drewnianych domków, przeżywasz coś, o czym z kumplami do tej pory nawet nie marzyliście.</strong> Osoby z całego świata i różnych środowisk zjeżdżają się w to miejsce, by zdrowo uprawiać te wszystkie aktywności w dzień, a wieczorem się odchilloutować, siedząc po turecku w drewnianych chatkach. W międzyczasie popijając piwkiem, być może przekazując dalej po kole fajkę pokoju. Grająca tu muzyka, okoliczna sceneria i świetnie bawiący się przy tym wszystkim także Tajowie tworzą prawdziwą i niespotykaną mi wcześniej harmonię. Nikt nie zastanawia się nad tym, co będzie jutro, czy będziemy mogli to kiedyś powtórzyć, ani czy gdzieś obok nie czai się policja. Ten moment po prostu trwa.</p>

<p>Z kolei gdy wieczór dobiega końca, a tutejsza muzyka zaczyna nam się już nudzić, warto pozbierać kilka osób z wioski i wybrać się wspólnie na plażę. Usiąść wśród biegających tu i ówdzie krabów i popatrzeć na wodę i klify roźswietlone przez gwieździste niebo. Wtedy już nawet żadne ognisko i instrumenty muzyczne nie są nam potrzebne. Nawet konwersacja. Ten moment po prostu się "chłonie", przemieszczając się kolejno po poziomach swojej świadomości. Nie zastanawiając się już więcej o magii tej chwili.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-20-23-42-05_1024.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<hr>

<blockquote>
  <p><em>"This place is just perfect, man".</em></p>
  
  <p><em>"It's climbers paradise."</em></p>
  
  <p><em>"You're still not believing it? It's one of the best places in the world to do rock climbing, man."</em> - backpackerzy z Tonsai</p>
</blockquote>

<p><strong>Cała wioska nieustannie przypominała mi tą z filmu "The Beach", z tym że w alternatywnej wersji wydarzeń.</strong> Przetrwała aferę z marihuaną i prawię postrzelonym di Caprio. Ostatecznie Tajowie zdecydowali się żyć w zgodzie z hipisowskimi 'westernerami', którzy chcieli osiedlić się w tajskiej naturze, zdala od cywilizacji. <strong>10 lat minęło i wioska dalej istnieje.</strong> Jednak wbrew napisanemu na murze grafitti, lekki kapitalizm i "zachodni świat" trafił także i tutaj, bo obecne tu chatki to tak na prawdę reggae bary, pensjonaty z pokojami na wynajem i restauracje.</p>

<p>W jednej z tych chatek dostrzec mogłem nawet pewną ~35-letnią blondynkę Europejskiego pochodzenia, która była właścicielką jednego z tutejszych ośrodków. Mówiła biegle po tajsku i większość czasu spędzała tylko i wyłącznie w towarzystwie tajów. Pamiętacie tę blondynkę z filmu "The Beach", która była jakby wodzem tamtej wioski? <strong>Mam uczucie, że to ta sama osoba, ale kilka lat później.</strong></p>

<p><strong>Pokochała i zżyła się z tym miejscem na dobre, ale i przyzwyczaiła się do panujących okoliczności.</strong> Co chwilę bowiem pojawiają się tu kolejni backpackerzy, chcący też doświadczyć tego raju i dostępnych w nim aktywności. W zamian zasilając wioskę przyniesionym ze swego świata pieniądzem - na dłuższą metę jednak przydatnym dla wioski, bo umożliwiającym kupno materiałów do jej utrzymania czy potrzebnego jedzenia.</p>

<p><strong>Tajowie też poszli na taki układ.</strong> W zamian za odrobinę tych pieniędzy, pozwalają kolejnym podróżnikom zaznać tego świata i świetnie się w nim bawić. Na dodatek specjalnie nie podwyższają cen, bo chcą utrzymać charakter wioski taki, jaki jest. <strong>Nie chcą tu drugiego Railay.</strong></p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/12/thumb_2015-11-22-12-37-17_1024-2.jpg" alt="Tajski raj"></p>

<p><strong>Z tego samego powodu to właśnie oni wybudowali ten mur wzdłuż całej wioski, oddzielający ją od lasu i plaży.</strong> Pamiętacie ten plac budowy, o którym wspomniałem na początku opisu Tonsai? To pierwszy kurort turystyczny, który się tu buduje. Lada moment ma powstać kolejny.</p>

<p>Mur ma za zadanie ukryć tę wioskę przed innymi osobami i znanym im światem. Zatrzymać to miejsce w czasie.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Z czego uczyć się języka obcego? (na przykładzie hiszpańskiego)]]></title><description><![CDATA[<p>Zapisanie się na kurs językowy lub kupienie książki z kursem języka to niekoniecznie najefektywniejszy sposób na jego naukę. Mamy przecież rok 2015 i w internecie jest mnóstwo narzędzi, które mogą nam ten proces przyspieszyć. Skorzystajmy z nich.</p>

<p>Opierając się na moim doświadczeniu z hiszpańskim, przedstawię Wam dzisiaj kilka sposobów, dzięki</p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/z-czego-uczyc-sie-jezyka-obcego/</link><guid isPermaLink="false">67d6060d-e85d-4c99-8b90-4563562cddc2</guid><category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category><category><![CDATA[nauka języków]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Mon, 23 Nov 2015 15:10:21 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/c-lmate-y-habla-espa-ol-3-copy.png" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/c-lmate-y-habla-espa-ol-3-copy.png" alt="Z czego uczyć się języka obcego? (na przykładzie hiszpańskiego)"><p>Zapisanie się na kurs językowy lub kupienie książki z kursem języka to niekoniecznie najefektywniejszy sposób na jego naukę. Mamy przecież rok 2015 i w internecie jest mnóstwo narzędzi, które mogą nam ten proces przyspieszyć. Skorzystajmy z nich.</p>

<p>Opierając się na moim doświadczeniu z hiszpańskim, przedstawię Wam dzisiaj kilka sposobów, dzięki którym można się nauczyć języka obcego nie wychodząc nawet z domu.</p>

<!--preview-->

<p><a href="http://jackthenomad.com/jak-samemu-nauczyc-sie-jezyka-obcego/">W poprzednim artykule</a> wyjaśniłem ogólnie co jest najważniejsze podczas nauki języka obcego. Przypomnę, były to:</p>

<ol>
<li>Jak najgłębsza immersja językowa;  </li>
<li>Pobudzanie wszystkich "zmysłów" jednocześnie (czytanie, słuchanie, pisanie, mówienie);  </li>
<li>Nauka poprzez naszą własną intuicję, a nie wg. sztywnych ram programowych naszego kursu / nauczyciela.</li>
</ol>

<p>Jakimi materiałami i narzędziami możemy sobie pomóc w dzisiejszych internetowych czasach, aby to osiągnąć? Przedstawię Wam te, z których korzystałem podczas swojej nauki hiszpańskiego (wiele z nich można jednak zastosować też do innych języków, jak np. francuski czy chiński).</p>

<hr>

<h3 id="1wideoczylifilmyifilmiki">1. Wideo, czyli filmy i filmiki</h3>

<p>Oglądanie filmów to jedna z moich ulubionych metod nauki języka, niekoniecznie jednak w tym najskuteczniejsza. Świetnie sprawdzi się na początku, gdy chcemy się osłuchać z językiem i nauczyć jego wymowy. Nie tylko wtedy jednak: obejrzenie raz na jakiś czas filmu w danym języku nietylko jest przyjemne (jeśli lubimy oglądać filmy oczywiście), ale też pozwoli nam na utrwalenie w pamięci danego języka, zapobiegając jego zapomnieniu.</p>

<p>Pamiętajmy jednak by nie opierać swojej nauki tylko na oglądaniu filmów - bo skończymy w momencie, gdy być może będziemy rozumieli co inni do nas mówią, ale za grosz nie będziemy mogli na to odpowiedzieć (blokada w komunikacji).</p>

<h4 id="1afilmypenometraowe">1a. Filmy pełnometrażowe</h4>

<p>Lubisz godzinami oglądać filmy i/lub seriale? Super. Przerzuć się na filmy w języku hiszpańskim!</p>

<ul>
<li>Nie znasz takich? <a href="http://www.filmweb.pl/search/film?countryIds=20">Wejdź na Filmweb i szukaj filmów z krajem Hiszpania</a>.</li>
<li>Możesz też skorzystać z gotowych list dobrych filmów w danym języku, po prostu odpowiednio ich <a href="https://www.google.pl/search?hl=pl&amp;q=hiszpanskie+filmy&amp;lr=&amp;gws_rd=ssl">szukając</a> - <a href="http://www.goldenline.pl/grupy/Zainteresowania/jezyk-hiszpanski/filmy-hiszpanskie-co-polecacie,251266/">przykład nr 1</a>, <a href="http://blogs.elpais.com/version-muy-original/2014/01/14-pel%C3%ADculas-para-2014.html">przykład nr 2</a>.</li>
<li>Świetne wskazówki jak właściwie uczyć się języka z filmów znajdziemy także <a href="http://hiszpanskiincydentalnie.blogspot.com/2014/06/jak-uczyc-sie-jezyka-z-filmow-vamos-ver.html">tutaj</a>. <strong>W skrócie: ogranicz do minimum korzystanie z napisów.</strong></li>
<li>Dobrą metodą jest też oglądanie tych filmów, które widzieliśmy już kiedyś wcześniej. Wtedy brak napisów nie będzie nam przeszkadzał, bo mniej więcej i tak będziemy wiedzieli o co chodzi.</li>
</ul>

<h4 id="1ayoutube">1a. YouTube</h4>

<p>Na YouTube'ie możemy znaleźć dziesiątki filmów do nauki języka hiszpańskiego (wystarczy w wyszukiwarce wpisać "learn spanish"). Większość z nich jest jednak w języku angielskim, więc konieczna będzie chociaż podstawowa jego znajomosć.</p>

<p>Sam osobiście uczyłem się z kursu <a href="https://www.youtube.com/watch?v=QWEXFfqwh7w&amp;list=PL80Flen6gkH_9j4OxsDucs9mbKjl5ccvU">Learn Spanish with Culture Alley</a>. Gorąco go polecam. Podstawy hiszpańskiej gramatyki załapiemy z nim po zaledwie 1-2 godzinach (każda lekcja to 10-minutowy filmik). Nauczymy się też wymowy, a także kilku ciekawostek o hiszpańskiej kulturze.</p>

<p>Jeśli podstawy mamy już za sobą, warto poszukać innych filmików w tym języku, niekoniecznie służących tylko do jego nauki. Znajdźmy po prostu coś, co nas interesuje i zarazem prowadzone jest w danym języku. Przykładowo, jeśli lubimy podróże, poszukajmy hiszpańskich filmów lub videoblogów na YT o tej tematyce.</p>

<p>Ciekawym kanałem jest też <a href="https://www.youtube.com/user/magauchsein">Easy Languages</a>, na którym możemy znaleźć krótkie wywiady z najzwyklejszymi ludźmi na ulicach, którym zadawane są pytania typu <em>"Co byś chciał dostać na prezent?"</em>, <em>"Co sprawia że jesteś szczęśliwy?"</em>, <em>"Czego byś nigdy nikomu nie pożyczył?"</em>. Przykład z <a href="https://www.youtube.com/watch?v=L_-KQ90IiF0&amp;index=28&amp;list=PLA5UIoabheFMo9oB_AF7JftV34ecOalvM">playlistą Easy Spanish</a> poniżej.</p>

<iframe width="100%" height="400" src="https://www.youtube.com/embed/VhAiG4vUUXY?list=PLA5UIoabheFMo9oB_AF7JftV34ecOalvM" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

<h4 id="1byablacomhttpyablacom">1b. <a href="http://yabla.com/">Yabla.com</a></h4>

<p><a href="http://yabla.com/">Yabla</a> to wg. mnie kapitalny serwis do nauki języków. Przykładowo dla języka hiszpańskiego możemy znaleźć w nim kilkaset krótkich (tj. 5-20 minutowych) najróżniejszych filmików. Są to nietylko pojedyncze lekcje z kursów, ale też hiszpańskie reklamy telewizyjne, teledyski, fragmenty filmów dokumentalnych, seriali, filmy o gotowaniu czy najzwyklejsze rozmówki.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/Screenshot-2015-11-23-21-54-44.png" alt="Z czego uczyć się języka obcego? (na przykładzie hiszpańskiego)"></p>

<p>Każdy z tych filmików posiada idealnie do siebie zsynchronizowane napisy w dwóch językach: tym którego się uczymy (w moim przypadku: hiszpański) oraz angielskim. Oba wyświetlane są naraz podczas odtwarzania, ale jeśli chcemy, możemy je w dowolnej chwili schować. Odtwarzanie możemy w dowolnej chwili wstrzymać i przewinąć do poprzedniego/następnego napisu. Jest nawet funkcja spowalniająca tempo odtwarzania do 50%. Świetnie sprawdzi się na początku naszej przygody z językiem, gdy tempo mówienia przez osoby na filmiku jest zbyt szybkie. Z kolei gdy nie rozumiemy jakiegoś słówka, możemy je kliknąć [w napisach]. Spowoduje to spauzowanie filmu i natychmiastowe wyświetlenie definicji i tłumaczenia danego hasła, które wybraliśmy.</p>

<p>Serwis polecam obecnie wszystkim: początkującym; tym co chcą się dalej rozwinąć; jak i tym co chcą sobie język przypomnieć. Niestety pełen dostęp do bazy filmów jest płatny (~40 zł / miesiąc). Myślę, że to bardzo niewiele, w porównaniu z np. kwotą, którą niektórzy wydają na swoje kursy w szkołach językowych ;)</p>

<hr>

<h3 id="2audioczyliradioipodcasty">2. Audio, czyli radio i podcasty</h3>

<p>Chcielibyśmy mieć to samo co w przypadku filmów, ale nie chce nam się cały czas patrzeć w ekran monitora, lub chcemy po prostu pouczyć się języka ze słuchawek podczas naszej drogi do pracy lub szkoły? Wrzućmy sobie na telefon jakieś hiszpańskie podcasty.</p>

<p>Przykłady:</p>

<ul>
<li><a href="http://www.spanishpod101.com/">SpanishPod101.com</a></li>
<li><a href="http://www.fluentu.com/spanish/blog/spanish-podcasts/">"9 Great Spanish Podcasts Every Spanish Learner Should Listen To" - fluentu.com</a></li>
<li><a href="http://www.tellittomewalking.com/60-useful-resources-to-learn-read-write-and-speak-spanish-right-now/">"60 resources to get you learning, reading, writing and speaking Spanish right now!" - tellittomewalking.com</a></li>
</ul>

<hr>

<h3 id="3tekstczyliprasaiblogi">3. Tekst, czyli prasa i blogi</h3>

<p>Codziennie rano/wieczorem poświęcamy godzinę lub więcej na przeglądanie ostatniej prasy lub scrollując facebooka? Dodajmy do tego przeczytanie paru artykułów w wybranym przez nas języku. Najlepiej jest znaleźć po prostu dla siebie blogi, które nas interesują. Pomóc w tym mogą strony takie jak poniżej:</p>

<ul>
<li><a href="http://www.fluentu.com/spanish/blog/spanish-blogs/">"8 Must-read Spanish Blogs for Spanish Learners" - fluentu.com</a></li>
<li><a href="http://www.italki.com/articles/spanish">"Articles in Spanish" - italki.com</a></li>
<li><a href="https://www.quazzel.it/blog-post/278/spanish-tales-for-beginners/">"Spanish tales for beginners" - quazzel.it</a></li>
<li><a href="http://enpositivo.com/2014/09/el-espanol-es-el-idioma-mas-feliz-del-mundo/">"El Español es el idioma mas feliz del mundo" - enpositivo.com</a></li>
</ul>

<p>W moim przypadku uzbierałem sobie nawet kilka blogów prowadzonych przez podróżników, których poznałem po drodze. Z tą różnicą, że prowadzone są w języku hiszpańskim - więc nie dość, że czytam to co mnie interesuje i normalnie bym to czytał także w języku polskim/angielskim, to jeszcze szkolę w międzyczasie swój hiszpański =)</p>

<ul>
<li><a href="http://trapla.org/">Travelling Platypuses</a></li>
<li><a href="http://soyjavi.com/">Javi Jimenez - blog of a travelling software engineer</a></li>
</ul>

<h4 id="3awtyczkalingualy">3a. Wtyczka lingua.ly</h4>

<p>Podczas lektury stron w języku nam obcym zapewne notorycznie będziemy zaglądać do słownika. Z ratunkiem przychodzi rozszerzenie do przeglądarki <a href="https://chrome.google.com/webstore/detail/lingualy-practice-a-langu/iilcekgoelpgecpjnnoikhbleipnjdhf">lingua.ly</a>. Mając je włączone, wystarczy, że podczas czytania strony w języku obcym dwa razy klikniemy lewym przyciskiem myszki jakieś słowo - a od razu wyskoczy nam popup z jego znaczeniem, synonimami, przykładami użycia jak i gotowym tłumaczeniem całego fragmentu, w jakim znaleźliśmy to słowo. Koniec z czytaniem artykułów przełączając się co chwilę ALT-TABem do podstrony ze słownikiem - teraz możemy te teksty po prostu czytać i chłonąć! ;)</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/Screenshot-2015-11-23-21-57-10.png" alt="Z czego uczyć się języka obcego? (na przykładzie hiszpańskiego)"></p>

<h4 id="3bdobrysownik">3b. Dobry słownik</h4>

<p>Gdyby jednak tłumaczenia z lingua.ly nam nie wystarczały, wypadałoby znaleźć sobie jakiś dobry słownik dla danego języka. Poprzez "dobry" mam tu na myśli taki słownik, który:</p>

<ul>
<li>od razu wyświetli nam tłumaczenie danej frazy po jej wpisaniu;</li>
<li>ma wsparcie dla wymowy (najlepiej, jeśli wymowa audio będzie nam odtwarzana od razu przy wyświetleniu hasła);</li>
<li>dla każdego hasła posiada kilka przykładów jego użycia, a także powiązanych z nim związków frazeologicznych oraz synonimów;</li>
<li>opcjonalnie, ma także wsparcie dla gramatyki.</li>
</ul>

<p>Wszystkie powyższe myślniki sprawiają, że łatwiej nam jest utrwalić dane hasło poprzez skojarzenia. Jeśli nie zapamiętamy dosłownego tłumaczenia lub definicji, to może przypomni nam się je dzięki przykładowym zdaniom lub dźwiękowi audio, który nam został w pamięci?</p>

<p>Przykłady "dobrych" słowników:</p>

<ul>
<li><a href="http://diki.pl/">Diki.pl</a> - słownik polsko-angielski</li>
<li><a href="http://spanishdict.com/">SpanishDict.com</a> - słownik hiszpańsko-angielski</li>
<li><a href="http://slownik-norweski.pl/">Slownik-norweski.pl</a> - słownik polsko-norweski</li>
</ul>

<h4 id="3cfiszki">3c. Fiszki</h4>

<p>Od lat najlepszą dla mnie metodą nauki słownictwa są fiszki. Na czym ona dokładnie polega? Wyobraźmy sobie stos karteczek, gdzie na każdej z jednej strony mamy podane jakieś słowo do nauki (np. <em>"a dog"</em>), a z drugiej strony jego tłumaczenie (<em>"pies"</em>). Kolejno bierzemy do ręki po jednej z karteczek. Jeśli potrafimy przetłumaczyć napisane na niej słowo, odkładamy ją do osobnego stosu pt. "te już umiem". Jeśli nie znamy lub nie pamiętamy danego hasła, odwracamy karteczkę na drugą stronę przypominając sobie jego tłumaczenie, a później wkładamy ją na tył stosu, z karteczkami które zostały nam jeszcze na ręce. Sprawi to, że tą karteczkę będziemy musieli jeszcze conajmniej raz powtórzyć.</p>

<p>Komu się chce jednak pisać wszystkie te słówka ręcznie na kartkach, a później nosić je ze sobą? No właśnie, raczej nikomu. Niestety, w internecie przez długi czas ciężko było mi znaleźć dobry zagraniczny serwis, który by implementował te funkcje. Znalazłem kilka z hiszpańskimi fiszkami, ale obsługiwały tylko jeden kierunek nauki (hiszpański -> angielski), przez co nie dało się z nich uczyć słówek na odwrót (angielski -> hiszpański).</p>

<p>Na ratunek przychodzi serwis <a href="http://fiszkoteka.pl/">fiszkoteka.pl</a>. Posiada wszystkie funkcje jakie potrzebne nam są przy nauce fiszek. Posiada nawet wsparcie dla automatycznej wymowy audio. Ponadto, nie musimy tych fiszek pisać samemu, bo w fiszkotece znajdziemy już kilkadziesiąt gotowych i sporego rozmiaru zestawów fiszek dla niemal każdego języka, którego chcielibyśmy się uczyć - wystarczy poszukać. Fiszek możemy uczyć się z przeglądarki jak i z naszego telefonu poprzez osobną aplikację. Jak dla mnie, bajka - dzięki temu każde poranne 30-minutowe patrzenie przez okno w tramwaju mogłem przemienić w naukę nowych słówek.</p>

<h3 id="4pawlikowskanajzykach">4. "Pawlikowska na językach"</h3>

<p>Razem z Yabla i Fiszkoteką, jest to trzecia główna rzecz, którą polecam każdemu przy nauce języka. Książki Pawlikowskiej z serii "Pawlikowska na językach" oznaczyłbym jako najlepszą pomoc do nauki języka od podstaw. Osobiście korzystałem z około sześciu dobrych podręczników do nauki języka hiszpańskiego, ale książka Pawlikowskiej zostawiła wszystkie pozostałe daleko w tyle!</p>

<p>Wszystko to dzięki świetnej i prostej metodzie, którą opracowała autorka. Cały podręcznik to w sumie nic innego jak zbiór wielu różnych, kolejno coraz bardziej rozbudowanych zdań w danym języku. Na przykład:</p>

<p><em>- hamburger. <br>
- dwa hamburgery.<br>
- jestem głodny.<br>
- zjadłbym hamburgera.<br>
- a ty byś coś zjadł?<br>
- dopiero co jadłem.<br>
- a za pół godziny byś coś zjadł?<br>
- tak, wtedy bym zjadł.<br>
- ok, to zjemy wtedy.</em></p>

<p>Czytając książkę, zawsze patrzymy na jej lewą i prawą stronę. Po lewej stronie znajdziemy te zdania wypisane kolejno w języku polskim, a po prawej ich tłumaczenia w języku, którego się uczymy. Podczas lektury, korzystamy z linijki, którą przykrywamy tłumaczenia tych zdań na stronie prawej (wtedy dane zdanie widzimy tylko po stronie lewej - w języku polskim). Następnie przechodząc kolejno zdanie po zdaniu, staramy się je sami kolejno zrozumieć, a następnie przetłumaczyć z polskiego na język obcy, ewentualnie później sprawdzając, czy zrobiliśmy to poprawnie.</p>

<p>Metodę tą uznaję za kapitalną i odróżniająca się od innych podręczników, bo nie tylko pozwala nam na naukę języka i zapoznawanie się z jego gramatyką i słownictwem poprzez jego słuchanie i czytanie, ale także symuluje u nas "zmysł mowy" - bo otrzymujemy kolejno coraz bardziej rozbudowane zdania po polsku, które sami chcielibyśmy tak na prawdę powiedzieć i sami na podstawie naszych poprzednich zdań i skojarzeń musimy je przetłumaczyć na język obcy. Do książki dołączona jest też płyta CD, jeśli ktoś miałby problem z wymową.</p>

<p>Miałem szczęście, bo książkę tą dostałem od znajomej dosłownie parę dni przed moim wyjazdem (Ola, dziękuję) i przerobiłem jej znaczną część właśnie na drodze do Hiszpanii. Gdyby nie to, jestem pewien, że miałbym znacznie większe problemy z moim hiszpańskim na początku mojej przygody. To właśnie ta książka "odblokowała" moją blokadę w mówieniu, którą miałem po zbyt częstym oglądaniu filmów i słuchaniu podcastów i zbyt rzadkich rozmowach z innymi.</p>

<p><a target="_blank" href="http://www.beatapawlikowska.com/books,list,54.html"><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/blondynka-na-jezykach-hiszpanski-europejski-b-iext3812048.jpg" alt="Z czego uczyć się języka obcego? (na przykładzie hiszpańskiego)"></a></p>

<hr>

<h3 id="4ywakonwersacjaczylinativespeakerzy">4. Żywa konwersacja, czyli native speakerzy</h3>

<p>Wideo, audio, teksty - to wszystko pozwoli nam na jednak naukę języka w sposób "bierny". Nauczymy się go rozumieć, czytać i słuchać. Jeśli chcemy się jednak nim posługiwać biegle, musimy także w nim swobodnie mówić. Cwiczenia w kursach jak i książka Pawlikowskiej mogą nam pomóc, ale nic nie będzie tak skuteczne, jak najzwyklejsza rozmowa z innym człowiekiem w tymże języku.</p>

<p>Najprostszym rozwiązaniem byłoby wykupienie godzin na indywidualną rozmowę z nauczycielem lub native speakerem. Indywidualne lekcje sporo jednak kosztują. Jak to ominąć?</p>

<h4 id="4alanguageexchangeclubs">4a. Language Exchange clubs</h4>

<p>Postarajmy się znaleźć inne osoby w naszym rejonie, które mowią swobodnie w danym języku. Jeśli mieszkamy w jakimś większym mieście, np. <a href="https://web.facebook.com/groups/lec.poznan/">Poznań</a>, <a href="https://web.facebook.com/groups/lecwroclaw/">Wrocław</a>, Gdańsk, Warszawa czy Kraków, to na pewno znaleźć w nim możemy liczną grupę pod nazwą "Language Exchange Club". Na facebooku pełna jest ona zwykle ogłoszeń typu <em>"Chętnie porozmawiałbym z kimś w j. niemieckim, w zamian chętnie podszkolę w języku angielskim, polskim lub nauczę gry na gitarze"</em>. </p>

<p>Bardzo często organizowane są też spotkania, typu "Spanish language meeting", gdzie znaleźć możemy m. in. osoby pochodzące z Hiszpanii czy Ameryki Płd.; nauczycieli i inne osoby mówiące biegle w tym języku, jak i początkujących, chcących się w nim podszkolić. Cel spotkania jest zwykle prosty: rozmawiać tylko w danym języku i jak najlepiej się przy tym bawić.</p>

<h4 id="4bplatformyinternetowe">4b. Platformy internetowe</h4>

<p>Gdy jednak nie mamy w pobliżu takich osób, albo grafik tych spotkań niebardzo nam odpowiada, są też alternatywy. Sięgnijmy znów do naszego kochanego internetu ;) Obecnie znaleźć możemy w nim kilka portali wymiany językowej, na których zwykle możemy:</p>

<ul>
<li>znaleźć partnera do rozmowy w danym języku,</li>
<li>rozwiązywać ćwiczenia (np. "opisz obrazek"), a następnie udostępniać nasze rozwiązanie publicznie innym do oceny,</li>
<li>poprawiać ćwiczenia rozwiązane przez innych, np. w języku, w którym my jesteśmy już mocno zaawansowani.</li>
</ul>

<p>Przykładowe serwisy poświęcone wymianie językowej:</p>

<ul>
<li><strong><a href="http://italki.com/">Italki</a></strong> (<a href="https://old.jackthenomad.com/z-czego-uczyc-sie-jezyka-obcego/(http://www.fluentin3months.com/italki-review/)">+ recenzja i opis</a>, dla nieprzekonanych)</li>
<li><a href="http://www.hellotalk.com">HelloTalk</a></li>
<li><a href="http://livemocha.com/">Livemocha</a></li>
<li><a href="http://busuu.com">Busuu</a></li>
</ul>

<p>W moim przypadku, udało mi się na Skype'ie umówić z osobami z Hiszpanii i Meksyku, z którymi mogłem porozmawiać sobie po hiszpańsku, wzamian za podszkolenie ich angielskiego. Pamiętajcie jednak o różnych strefach czasowych - z osobą z Meksyku bardzo ciężko było mi znaleźć wspólny moment, bo gdy ona chciała rozmawiać, ja już zwykle szedłem spać =(</p>

<hr>

<h3 id="5zgbiajsamemuczegojesteciekaw">5. Zgłębiaj samemu, czego jesteś ciekaw</h3>

<p>Pamiętajmy też, aby samemu się aktywizować podczas nauki języka. Jeśli przez długi czas w czytanych/oglądanych przez nas materiałach napotykamy podobny koncept (np. czas przyszły, tryb rozkazujący albo jakieś przyimki/zaimki), który już prawie rozumiemy, ale nie wiemy jeszcze dokładnie co nim kieruje - postarajmy się go zrozumieć, wertując przez źródła informacji, które posiadamy. W sieci możemy znaleźć ciekawe artykuły, które często wyjaśnią dany koncept znacznie lepiej niż niejeden podręcznik. Oto parę linków z zakładek, które zachowałem podczas swojej nauki:</p>

<ul>
<li><a href="http://apoquitos.pl/kochaj-mnie-po-hiszpansku/">Tryb rozkazujący</a></li>
<li><a href="http://www.learnpracticalspanishonline.com/intermediate/por-and-para.html"><em>por</em> czy <em>para</em> - co kiedy używamy?</a></li>
<li><a href="https://www.youtube.com/watch?v=x9t3C0VSoq0">Litery <em>b</em> i <em>v</em> w hiszpańskim - co je różni?</a></li>
</ul>

<hr>

<p>Powyższe i poniższe linki pokazują, że sposobów na naukę języka jest dzisiaj całe mnóstwo. Macie lepsze? Udostępnijcie innym w komentarzach =)</p>

<h3 id="powizanelinki">Powiązane linki</h3>

<div class="footnotes"><ol><li class="footnote" id="fn:1"><p><a href="http://www.pisanewsewilli.com/od-katalonskiego-po-andaluzyjski-czyli-jak-nauczylam-sie-hiszpanskiego/">"Od katalońskiego po andaluzyjski, czyli jak nauczyłam się hiszpańskiego" - pisanewsewilli.com</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/z-czego-uczyc-sie-jezyka-obcego/#fnref:1" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:2"><p><a href="http://woofla.pl/nie-samymi-podrecznikami-czyli-internetowe-pomoce-naukowe/">"Nie samymi podręcznikami, czyli internetowe pomoce naukowe" - woofla.pl</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/z-czego-uczyc-sie-jezyka-obcego/#fnref:2" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:3"><p><a href="http://list-spanish.com/">"Ultimate list for learn Spanish" - list-spanish.com</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/z-czego-uczyc-sie-jezyka-obcego/#fnref:3" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:4"><p><a href="http://www.fluentin3months.com/spanish-learning-resources/">"Benny’s Top Resources for Learning Spanish" - fluentin3months.com</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/z-czego-uczyc-sie-jezyka-obcego/#fnref:4" title="return to article">↩</a></p></li></ol></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Bangkok - pierwsze wrażenia]]></title><description><![CDATA[<p>Z nudów i w poszukiwaniu wrażeń wysłałem się sam do Bangkoku. No i jestem. Po drodze oglądając w samolocie <a href="http://www.filmweb.pl/Niebianska.Plaza">"The Beach"</a> z Leonardo di Caprio w roli głównej. Widziałem już go wcześniej, ale spodobał mi się on dopiero teraz. Może dlatego, że w jego roli równie dobrze mogłem zobaczyć siebie?</p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/bangkok-pierwsze-wrazenia/</link><guid isPermaLink="false">7e91840a-ebc9-4b7f-814b-8a385b976823</guid><category><![CDATA[podróżowanie]]></category><category><![CDATA[Azja]]></category><category><![CDATA[Tajlandia]]></category><category><![CDATA[Bangkok]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Tue, 10 Nov 2015 14:35:57 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-09-11-20-46-resized.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-09-11-20-46-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia"><p>Z nudów i w poszukiwaniu wrażeń wysłałem się sam do Bangkoku. No i jestem. Po drodze oglądając w samolocie <a href="http://www.filmweb.pl/Niebianska.Plaza">"The Beach"</a> z Leonardo di Caprio w roli głównej. Widziałem już go wcześniej, ale spodobał mi się on dopiero teraz. Może dlatego, że w jego roli równie dobrze mogłem zobaczyć siebie?</p>

<!--preview-->

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-04-13-52-26-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia"></p>

<hr>

<p>Jaki jest Bangkok? Jadąc pociągiem z lotniska nie mogę oderwać wzroku od widoków za oknem. Na zmianę widzę tu i ówdzie występujące wieżowce postawione pośrodku tropikalnych mokradeł i tajskich, wiejskich chatek. Trochę abstrakcyjnie to wygląda. <strong>Wydaje się jakby ktoś tu te dziesiątki wieżowców postawił specjalnie - pośrodku jednej wielkiej dżungli.</strong></p>

<p>Futurystycznego uczucia dodaje fakt, że pociąg którym jadę gna ostro do przodu, ale w ogóle nie słychać, ani czuć, że się porusza. Zwie się tu jako <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/BTS_Skytrain">BTS</a>, czyli <em>Bangkok Skytrain</em>, i faktycznie szybuje on niebie, bo na niemal na całej długości trasy jego tory znajdują się na wysokości ~3 piętra. <strong>Witamy w przyszłości.</strong></p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-05-11-31-21-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia"></p>

<p>Gorący klimat i wszechobecne zielone rośliny sprawiają, że czuję się jakbym wszedł właśnie do ogrodu botanicznego. Na pewno w takim byliście. Gorąco  i wilgotno. Z tym że tutaj to taki mały ogród nie jest, bo Bangkok jest o około 4 razy większy od Warszawy. 8 milionów mieszkańców robi swoje.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-05-12-33-23-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia"></p>

<p>Wychodzę z pociągu, schodzę ze stacji na dół na ulicę i daleko szukać nie muszę, bo już od razu obok mnie pojawia się pierwszy lokalny targ z jedzeniem. Mnóstwo straganów, stolików i zasiadających przy nich tajów. Wszyscy znajomi mówili mi przed wyjazdem, żeby w Tajlandii nie jadać w restauracjach, tylko właśnie w takich straganach zapełnionych przez lokalnych. Głodny jeszcze nie jestem, ale wchodzę, obadam. </p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-06-09-51-14-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia"></p>

<p>Do głowy od razu uderza mieszanka dziesiątek zapachów. Wiele z nich czuje po raz pierwszy. Tak samo jedzenie, którego nie potrafię opisać lub nazwać nawet po polsku. Tajskie ślaczki w menu wiele nie pomagają.</p>

<p>Wychodzę z targu i biorę pierwszą lepszą, mniej uczęszczaną uliczkę w prawo. Przechodzę między dalszymi straganami, budkami z jedzeniem, spożywczakami, pojazdami i jakaś budową.</p>

<p>Nagle z jakiejś knajpki wychodzi <em>farang</em>, <em>westerner</em>, czyli biały Europejczyk (lub Amerykanin / Australijczyk). Pierwszy biały jakiego spotkałem do tej pory w tej okolicy. Obaj tak samo zdziwieni że się widzimy, od razu nawiązujemy konwersację. </p>

<p>Mówi żebym szedł dalej, wskazując na jakieś przejście na wprost między jednym domem a drugim. "<em>Go left, right, left and then right and u'll make it to the food market</em>". Hmm, ok. Uliczka na wprost jest tak mała, że wygląda jak wejście komuś na chatę. Trochę głupio się czuję idąc jak taki typowy turysta z plecakiem wchodząc komuś na posesję, ale dobra, idę.</p>

<p>Luka między domami okazała się faktycznie ulicą, bo w oddali dalsze skrzynki pocztowe i numery mieszkań. Z tym, że droga ma szerokość około jednego metra. Gdzieniegdzie widać rozstawione kanapy, z zasiadającymi tam lokalnymi mieszkańcami, którzy po prostu spędzają swój dzień. </p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-05-11-20-55-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia"></p>

<p>Drzwi do wszystkich mieszkań są otwarte. Sceneria życia w nich podobna do naszej, tylko że w Bangkokowej wersji. Telewizorek, dywanik, kanapa, fotel i jakieś kartony z lodówką w rogu. I najważniejsze, czyli przebywający tu ludzie. Np. tajska babcia siedząca sobie na fotelu i oglądająca tajskie "mango telezakupy". W rogu córka odsypiająca jeszcze ubiegłą noc na materacu. Gdzie indziej trójka starszych tajów oglądających muay thai na ~18-calowym telewizorze. Czuć emocje, bo jeden z nich aż wstaje i zaczyna wykonywać w powietrzu ciosy, by pokazać innym, jak to wygląda w rzeczywistości. Przypominam sobie, że w Tajlandii lepiej bójki nie wywoływać, bo tajski boks dla nich to chyba jak piłka nożna dla nas. Każdy to umie.</p>

<p>Biały Jacek, z wyładownym plecakiem na plecach i jeszcze nie zmienionych od lotniska dżinsach na sobie, przemierza ulicę dalej. Tajowie jeśli mnie zauważą to najpierw robią wielkie oczy, a potem równie wielki i szeroki uśmiech z przywitaniem "Sa wat deee!". Faktycznie jest to kraina uśmiechu. Kot ze Shreka ma swoje oczy, tajowie mają uśmiech ;)</p>

<p>W końcu trafiam na rzekę, a właściwie kanał do niej dopływający. Całe miasto jest przecięte kanałami, które wpływają do sporej rzeki Menam dzielącej miasto na dwie połowy. Kanały są mniejsze i większe. Po tych większych możemy nawet się poruszać się tramwajem wodnym. Może później skorzystam; najpierw muszę dotrzeć do hostelu.</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-05-11-23-05-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia"></p>

<p>Jaki jest Bangkok? Na pierwszy rzut oka, to taka azjatycka Warszawa, Wenecja i las tropikalny w jednym. Z tym, że to taka lepsza Wenecja, bo tu życie między uliczkami i kanałami wodnymi naprawdę się jeszcze toczy. </p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-06-10-22-32-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-05-11-22-44-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-05-10-59-37-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia">
<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/2015-11-05-10-59-29-resized.jpg" alt="Bangkok - pierwsze wrażenia"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Jak samemu nauczyć się języka obcego?]]></title><description><![CDATA["... w jak najkrótszym czasie?" Takie pytanie zadawałem sobie nieustannie od czerwca b.r., gdy podjąłem się nauki hiszpańskiego na własną rękę. W miarę mi się udało - dowód wyżej na wideo.]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/jak-samemu-nauczyc-sie-jezyka-obcego/</link><guid isPermaLink="false">b58672bd-6acf-4696-91a2-6f9d5f0eb155</guid><category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category><category><![CDATA[nauka języków]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Sat, 07 Nov 2015 08:06:15 GMT</pubDate><content:encoded><![CDATA[<iframe width="100%" height="420" src="https://www.youtube.com/embed/VxLwuFdoTV4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>  

<p><img src="https://i.ytimg.com/vi/VxLwuFdoTV4/maxresdefault.jpg" style="display:none"></p>

<p><em>"... w jak najkrótszym czasie?"</em> Takie pytanie zadawałem sobie nieustannie od czerwca b.r., gdy podjąłem się nauki hiszpańskiego na własną rękę. W miarę mi się udało - dowód wyżej na wideo.</p>

<!--preview-->

<p>Nie chodzi mi tu o to, aby się pochwalić, bo tak na prawdę po <a href="http://jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-1">moich dwóch miesiącach w Hiszpanii</a> mogło być z moim językiem znacznie lepiej. Zbyt często posiłkowałem się tam angielskim podczas rozmów z innymi. Zbyt rzadko zmuszałem się do porannej nauki słówek.</p>

<p>Nie chodzi tu też o to, by pokazać, że mam głowę do języków. <strong>W ogóle nie uważam, że istnieje jakiś magiczny podział na osoby, którym nauka języków przychodzi szybko, a innym trudno.</strong> Zawsze uważałem, że to nie tak że nauka przychodzi mi łatwo, tylko że zawsze staram się błyskawicznie znaleźć na nią jakieś sposób. Jeśli widzę, że od kilkunastu minut nauka przypomina rzucanie grochem o ścianę, staram się podejść do problemu z innej strony.</p>

<p>Tak było u mnie z hiszpańskim - uczyłem się go na wiele różnych sposobów. Przedstawię Wam je dokładniej w kolejnym artykule, tak, byście mogli z nich również skorzystać. Zanim do niego przejdziemy, dzisiaj chciałbym jednak Wam przedstawić moje ogólne podejście do nauki języka. </p>

<!--preview-->

<h3 id="krok0przygotowania">Krok 0: Przygotowania</h3>

<p>Niezależnie od metody lub nauczyciela, którego słuchamy, każdy zgodnie stwierdzi, że w nauce języka obcego bardzo ważne są trzy elementy:</p>

<ol>
<li><p><strong>Cel.</strong> Po co chcemy się go uczyć? Na czym nam najbardziej zależy? Czytaniu zagranicznych tekstów, możliwości swobodnej rozmowy z innymi, czy eleganckim pisaniu listów formalnych?</p>

<p>Mój przypadek był taki, że wiedziałem, że za trzy miesiące wyjadę do Hiszpanii i spędzę tam dłuższy czas. Nie chciałem go tam marnować na naukę podstawowych zwrotów typu <em>"Cześć, jak się masz?"</em>. Założyłem sobie więc, że podstawy ogarnę samemu w Polsce, tak by w Hiszpanii być już chociaż komunikatywnym. Dzięki temu mógłbym tam już odbywać konwersacje z innymi w tym języku i szkolić go jeszcze bardziej.</p></li>
<li><p><strong>Regularność.</strong> Godzina nauki dziennie (albo chociaż co drugi dzień) to absolutne minimum. To na prawdę niewiele. Wystarczy np. rano w trasie do szkoły lub pracy przerzucić na telefonie trochę fiszek ze słówkami. Wieczorem usiąść na kilkadziesiąt minut przed YouTubem i obejrzeć kilka filmików. To już nam zapewni, że z każdym kolejnym dniem będziemy w tym języku bardziej obyci i potrafili powiedzieć coraz więcej.</p></li>
<li><p><strong>Praktyka!</strong> Jeszcze nie zacząłeś? Zamiast nauki języka obcego, czytasz tylko teksty jak się go uczyć? Skończ to i zacznij już teraz! Po przeczytaniu tego artykułu, oczywiście ;)</p>

<p>Ja odkładałem naukę hiszpańskiego przez rok. Tak na prawdę, miałem z nim zacząć już półtora roku temu, gdy kupiłem sobie parę książek. Nie ruszyłem ich aż do czerwca tego roku! W końcu, pewnego wolnego wieczoru stwierdziłem sobie <em>"O! Mam wolną chwilę. Dzisiaj pouczę się hiszpańskiego."</em>. Od tamtego wieczoru uczyłem się go regularnie, tj. co każdy albo co drugi dzień. Czemu nie zacząłem wcześniej?! Eh.</p>

<p>Brakowało mi motywacji. Świetną solucję na jej deficyt zaproponował mój znajomy, Michał Grześkowiak (który swoją drogą mówi biegle w ~6 językach):</p>

<blockquote>
  <p><em>"Jeśli jesteś lub byłeś kiedyś studentem, to pewnie znasz z doświadczenia powiedzenie, że idzie się na jedno piwko. I wiesz też, że prawie nigdy na jednym się nie kończy. Bo po wypiciu jednego jesteśmy już w rytmie piwkowania.  (...)</em></p>
  
  <p><em>Dlaczego więc nie wykorzystać techniki jednego piwka do utrzymywania motywacji i budowania nawyku systematyczności?"</em> - <a href="http://michalgrzeskowiak.pl/technika-jednego-piwka/">"Technika jednego piwka"</a></p>
</blockquote>

<p>Prawda, że genialna metoda? Jeśli jeszcze nie rozpoczęliście swojej nauki, proszę, obejrzyjcie dzisiaj chociaż jeden filmik na YouTubie typu <a href="https://www.youtube.com/watch?v=QWEXFfqwh7w">"Learn Spanish"</a>. Dajcie później znać, czy faktycznie skończyło się na jednym.</p></li>
</ol>

<h3 id="kolejnonauki">Kolejność nauki</h3>

<p>OK, mamy już cel, motywację i wolny czas. Od czego zacząć naszą naukę?</p>

<p>Gdy zajrzymy do jakiegokolwiek kursu lub podręcznika od nauki języka obcego, jego spis treści będzie wyglądał pewnie mniej więcej tak:</p>

<ol>
<li>Nauka alfabetu. Wymowa liter i słów.  </li>
<li>Podstawowe zwroty (<em>"Cześć, jak się masz?"</em>).  </li>
<li>Proste rozmówki (<em>"Skąd jesteś?"</em>, <em>"Z Kościana, a Ty?"</em>).  </li>
<li>Dalej już tylko kolejne rozdziały, na zmianę ułożone z fragmentów: <br>
<ul><li>bardziej skomplikowana rozmówka lub opowiadanie (<em>"Co robisz w wolnym czasie?"</em>, <em>"Jacy są Twoi rodzice?"</em>).</li>
<li>trochę słownictwa (pochodzącego z tej rozmówki lub opowiadania)</li>
<li>lekcja gramatyki, wyjaśniająca nową strukturę użytą w tej rozmówce (np. zaimki typu mój, twój, jego)</li></ul></li>
</ol>

<p>Skoro miliony podręczników i nauczycieli naucza nas właśnie w ten sposób, to coś musi być w tym być. Głupotą byłoby z tej wiedzy nie skorzystać. Okazuje się, że jest to bardzo logiczna kolejność, bo:</p>

<ul>
<li>Jak mamy uczyć się słownictwa, jeśli nie potrafimy go przeczytać? (patrz: nauka alfabetu i wymowy jest na samym początku kursu)</li>
<li>Podstawowe zwroty i proste rozmówki wprowadzają nas do języka, dając jakieś podstawowe umiejętności i pierwszą satysfakcję.</li>
<li>Dalsze lekcje to już na zmianę:
<ul><li>Czytanie i słuchanie - gdzie przyzwyczajamy się do języka, nowej sytuacji w której został on użyty, jak i nowych słówek i zwrótów jakie możemy w niej znaleźć.</li>
<li>Lekcja słownictwa, by je utrwalić, bo podstawą języka jest słownictwo! Co nam z wiedzy jak coś wymawiać i odmieniać gramatycznie, jeśli nie znamy słówek?</li>
<li>Lekcja gramatyki, by pomóc nam zrozumieć, według jakiej struktury formułowane są zwroty i zdania w danym rozdziale.</li></ul></li>
</ul>

<p><strong>Przyczyny, dla których typowe kursy lub lekcje języka w szkole nie działają, nie leżą w budowie materiałów tych kursów, lecz metodach, według jakich się nich uczymy.</strong> Nauka słówek "na pałę" nauczy nas wymawiać je tylko "na pałę", a nie podczas rozmowy. Nadmierne skupianie się na gramatyce z kolei spowoduje, że zamiast formułować zdania intuicyjnie, będziemy starali się wszystko brać na czystą logikę.</p>

<p>Jest tak, bo ogólnie pojętą umiejętność posługiwania się językiem obcym można by rozdzielić na trzy podumiejętności:</p>

<ul>
<li>czytanie (rozumienie czytanego tekstu),</li>
<li>słuchanie (rozumienie tego, co do nas mówią, czyli rozszyfrowanie werbalnego przekazu),</li>
<li>mówienie (umiejętność powiedzenia w danym języku tego, co chcemy przekazać).</li>
</ul>

<p><strong>Cały czas podczas nauki języka należy pamiętać, aby rozwijać każdą z tych umiejętności w równym stopniu.</strong> Nie możemy dopuścić do sytuacji, gdy zapominamy o którejś z nich i zostawiamy ją z tyłu. Znam wiele historii osób, które przez lata w szkole uczyły się języka angielskiego. Jeśli chodzi o czytanie tekstów, idzie im świetnie. Czasem nawet przyznają, że nie mają problemu z rozumieniem, gdy ktoś coś do nich mówi. Gdy jednak mają coś powiedzieć w tym języku: aparat mowy zamiera. Od razu włącza im się blokada! Wtedy te wszystkie lata nauki, <a href="https://www.youtube.com/watch?v=MK_9yBAF3nM"><em>jak krew w piach</em></a>, na nic.</p>

<p>Nigdy tego nie rozumiałem, aż do tego lata. Po paru tygodniach nauki hiszpańskiego, z pomocą słownika potrafiłem czytać część tekstów, a nawet coś w nim napisać. Gdy tylko jednak któregoś dnia spotkałem na ulicy Hiszpana i zadał mi jakieś proste pytanie typu <em>"co dzisiaj robisz?"</em>, nie tylko nie mogłem go zrozumieć, ale miałem ogromny problem, by mu coś odpowiedzieć! Czułem się jak idiota.</p>

<p>Gdy opisałem ten problem znajomemu, szybko odpowiedział: <em>"Rozumiesz już dany język? Umiesz podstawowe słowa? Idź rozmawiać z kimś! Nie przyzwyczajaj się do czytania. Pobudź zmysł mowy i słuchu!"</em></p>

<p>Po tym zamiast tylko słuchać i czytać hiszpańskie teksty i filmy, zacząłem mocno skupiać się na ćwiczeniu umiejętności aktywnej rozmowy. Po pewnym czasie, blokada zniknęła.</p>

<p><strong>Pamiętajmy, że gdy uczymy się języka powinniśmy regularnie wyrównywać poziom każdej z tych umiejętności.</strong> Jeśli będziemy oglądać tylko filmy z napisami, możemy dopuścić do sytuacji, że przyzwyczaimy mózg do czytania i rozumienia mowy z napisów, a nie z dźwięku. Jeśli przez kilka miesięcy będziemy uczyli się tylko słówek na pamięć i przerabiali ćwiczenia w książkach, ale nie będziemy rozmawiali w danym języku, nasz umysł również nie będzie się rozwijać pod tym kątem.</p>

<h3 id="immersjajzykowa">Immersja językowa</h3>

<p>Kolejnym ważnym elementem w nauce języka jest immersja. Przez wielu uważana nawet za najważniejszy. <strong>Jeśli jesteśmy otoczeni danym językiem obcym, nauczymy się go znacznie szybciej.</strong> To dlatego tak często słyszy się <em>"Nauczyłem się języka dopiero wtedy, gdy wyjechałem. Po nic mi było tych X lat nauki!"</em>. W pewnym sensie sam tak mogę powiedzieć, bo przez pierwszy tydzień w Hiszpanii nauczyłem się mówić w hiszpańskim więcej, niż przez całe poprzednie trzy miesiące w Polsce. Co jednak w przypadku gdy ktoś nie ma takiej możliwości wyjazdu, albo chciałby się doszkolić jeszcze przed nim?</p>

<p><strong>Należy zasymulować immersję.</strong> Starać się otoczyć danym językiem, tak bardzo, jak tylko możemy. Jak to zrobić? Sposobów jest wiele, np. :</p>

<ul>
<li>oglądanie filmów w danym języku; </li>
<li>czytanie prasy, blogów, artykułów, komiksów;</li>
<li>słuchanie radia i podcastów;</li>
<li>rozmowa z obcokrajowcami (online lub "w realu");</li>
<li>zmiana języku w naszym systemie na telefonie/komputerze. </li>
</ul>

<p>To tylko kilka przykładów. Więcej podam ich w kontynuacji tego artykułu.</p>

<h3 id="uczmysijakdziecinietylkozkursu">Uczmy się jak dzieci. Nie tylko z kursu</h3>

<p>Jeśli będę wiedział jak wygląda wymowa oraz struktura danego języka, (czyli znał sposoby według jakich układane są zdania); potrafił zauważyć gdzie jest orzeczenie, a gdzie podmiot; a także będę już z językiem w miarę osłuchany, czyli będę znał podstawowe zwroty i słówka, to nawet jeśli nie będę mógł zrozumieć całych wypowiedzi, będę mógł z nich chociaż wyłapać niektóre fragmenty lub ogólny sens.</p>

<p>To właśnie w ten sposób małe dzieci uczą się języka. Osłuchują się z nim, wyłapują pojedyncze zwroty, a później próbują je stosować. Gdy popełniają błędy, nie są tym zrażone (ważne!). Czasem ktoś im zwróci uwagę, by wiedziały, jak to powinno brzmieć w pełni poprawnie. </p>

<p>Wszelkie często polecane dziś metody nauki języka propagują właśnie takie podejście - takie same, jakim języka uczą się mały dzieci (<sup id="fnref:1"><a href="https://old.jackthenomad.com/jak-samemu-nauczyc-sie-jezyka-obcego/#fn:1" rel="footnote">1</a></sup>, <sup id="fnref:2"><a href="https://old.jackthenomad.com/jak-samemu-nauczyc-sie-jezyka-obcego/#fn:2" rel="footnote">2</a></sup>). Zamiast uczyć się powoli według określonego kursu, proponują od razu rzucić się na głębokie wody danego języka i zrozumieć go od środka. Nowe słówka i struktury języka poznajemy wtedy przez skojarzenia, a nie czystą pamięć lub logikę. </p>

<ul>
<li><p>Zamiast podążać ślepo za naszym kursem, spróbujmy też od czasu do czasu obejrzeć jakiś film w danym języku lub przeczytać w nim artykuł, książkę. </p></li>
<li><p>Gdy nie rozumiemy jakiegoś słowa, spróbujmy je zrozumieć z kontekstu. Dopiero gdy jest ono ważne dla kontekstu zdania, uniemożliwiając nam jego zrozumienie, sięgnijmy po słownik. Tam nie patrzmy jednak tylko na dosłowne znaczenie danego słowa. </p></li>
<li><p>Zobaczmy jakie inne ma jeszcze znaczenia. Przeczytajmy zdania z przykładowym użyciem. Spróbujmy je skojarzyć z innymi słowami w naszym języku.</p></li>
<li><p>Gdy nader często zauważymy jakąś strukturę występującą w zdaniu, wpiszmy ją w google i przeczytajmy. Starajmy się zrozumieć, dlaczego jest ona zbudowana, tak, a nie inaczej.</p></li>
</ul>

<p><strong>Różnica polega na zmianie podejścia. Najpierw staramy się zrozumieć język intuicyjnie, a później dopiero w ewentualnych przypadkach pomagać sobie słownikiem i definicjami gramatyki.</strong> Nie na odwrót.</p>

<h2 id="znajdswojmetodnauki">Znajdź swoją metodę nauki</h2>

<p>Gdy uczyłem się hiszpańskiego, stosowałem oba z tych podejść w mniej więcej równych proporcjach. W miarę regularnie rozwiązywałem kursy w książkach i na YouTubie, by upewnić się, że podążam w miarę do przodu z gramatyką i słownictwem.</p>

<p>Jednocześnie wieczorami oglądałem jak najwięcej hiszpańskich filmów, czytałem hiszpańskie blogi i starałem się zrozumieć ich treść od środka. To zapewniło mi nie tylko porządną immersję w języku, ale z czasem także to, że rozumiałem teksty, których nie przerobiłbym jeszcze na pewno w kursie. Na dodatek nauka gramatyki była dla mnie błyskawiczna - wszystko wydawało się "naturalne", bo spotykałem już ją wcześniej "na żywo" w ów tekstach i filmach.</p>

<p>W jakich to powinno być proporcjach, to myślę, że już kwestia gustu. To samo też dotyczy decyzji, czy słówek uczyć się np. z fiszek; wkuwając listę na pamięć; czy słuchając audiobooków (niektórzy wolą uczyć się ze słuchu, inni wzrokowo). </p>

<p><strong>Ważne jest, aby każdy znalazł swój sposób na naukę i pamiętał o tym, aby podczas nauki aktywizować wszystkie zmysły.</strong> Przykładowo, jeśli widzicie, że nauka słówek z fiszek idzie Wam jak krew z nosa, spróbujcie nauczyć się ich inaczej (np. obrazkowo lub całymi zdaniami z ich przykładowym użyciem). Kombinujcie i bądźcie zmotywowani, a powinno pójść ;)</p>

<hr>

<p>Jakie są Wasze sposoby na naukę języka obcego? Z którą częścią z powyższego artykułu się nie zgodzicie i dlaczego? Chętnie poznam Wasze opinie. Nie uważam się za eksperta od nauki języków obcych, bo sam dopiero z nimi zacząłem.</p>

<p>Są to po prostu moje wnioski po odbytej w tym roku przeze mnie nauce języka hiszpańskiego. Było to dla mnie całkowicie nowe doświadczenie. <strong>Mocno zauważyłem, że jeśli człowiek jest faktycznie zmotywowany i będzie sam starał się nauczyć danego języka, to w szybkim czasie osiągnie bardzo dobre efekty.</strong></p>

<p>Przykład: ja za dzieciaka przez dobrych 6 lat uczyłem się języka niemieckiego (przez całe gimnazjum i liceum). W sumie było to 2 godziny tygodniowo * ~40 tygodni w roku * 6 lat = około 480 godzin. Śmiem twierdzić, że na hiszpański poświęciłem ~3-4x mniej - a posługuję się już nim znaaacznie lepiej. </p>

<p>W ciągu dwóch dni opublikuję jeszcze drugi post w tym temacie, pt. <em>"Z czego uczyć się języka hiszpańskiego?"</em>. Podam tam konkretne linki do różnych portali, kursów i narzędzi, które według mnie są obecnie bardzo pożyteczne w samodzielnej nauce języka.</p>

<p>Na zakończenie wkleję jeszcze <a href="http://www.wykop.pl/link/2203194/#comment-23994672">fragment komentarza</a> pewnego wykopowicza, którego znalazłem pod pewnym wpisem o podobnej tematyce:</p>

<blockquote>
  <p><em>"Moim zdaniem jest to po prostu szukanie drogi na skróty, kiedy prawdziwa nauka języka powinna być siedzeniem na tyłku, aż Wam on doszczętnie zdrętwieje, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu."</em></p>
</blockquote>

<p>Moim meritum jest coś całkowicie odwrotnego! <strong>Podczas nauki czegokolwiek cały czas powinniśmy szukać drogi na skróty, zamiast obchodzić problem na około.</strong> Dopiero wtedy nauczymy się tego szybciej i myślę, że też przyjemniej, bo po swojemu ;)</p>

<p>Ciąg dalszy: <a href="http://jackthenomad.com/z-czego-uczyc-sie-jezyka-obcego/">Z czego uczyć się języka obcego? (na przykładzie hiszpańskiego)</a>.</p>

<hr>

<div class="footnotes"><ol><li class="footnote" id="fn:1"><p><a href="http://www.linguatrek.com/">"Naturalna nauka języka bez nauczyciela!" - David Snopek</a> - darmowy ebook napisana przez Amerykinana, który sam z siebie nauczył się biegle władać językiem polskim. Polecam przeczytać przed / podczas nauki języka. <a href="https://old.jackthenomad.com/jak-samemu-nauczyc-sie-jezyka-obcego/#fnref:1" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:2"><p><a href="https://mojaopowiesc.wordpress.com/2013/10/06/michel-thomas-vs-pimsleur/">"Michel Thomas vs Pimsleur"</a> - Porównanie dwóch znanych metod nauki języka. <a href="https://old.jackthenomad.com/jak-samemu-nauczyc-sie-jezyka-obcego/#fnref:2" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:3"><p><a href="http://michalgrzeskowiak.pl/technika-jednego-piwka/">"Technika jednego piwka" - Michał Grześkowiak</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/jak-samemu-nauczyc-sie-jezyka-obcego/#fnref:3" title="return to article">↩</a></p></li></ol></div>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[50 dni w Hiszpanii. Lekcje z podróży w nieznane, cz. 2]]></title><description><![CDATA[<p><a href="http://jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-1/">Ciąg dalszy moich lekcji</a>, jakie pozyskałem podczas niemal dwumiesięcznej podróży po Hiszpanii. (...) Jeśli wyjeżdżaliście już kiedyś gdzieś na dłuższy czas, chociażby w poszukiwaniu wrażeń lub pracy, to niektóre z poniższych lekcji pewnie okażą się Wam znajome.</p>

<!--preview-->

<hr>

<h3 id="lekcjavmultikulti">Lekcja V: Multikulti</h3>

<p>Przyzwyczaiłem się do ludzi innych ras i kultur. <strong>Choć zawsze byłem</strong></p>]]></description><link>https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/</link><guid isPermaLink="false">58e15949-f87f-4d51-bb97-0568173ce57f</guid><category><![CDATA[podróżowanie]]></category><category><![CDATA[psychologia]]></category><category><![CDATA[Hiszpania]]></category><dc:creator><![CDATA[Jacek Tomaszewski]]></dc:creator><pubDate>Sun, 01 Nov 2015 11:38:28 GMT</pubDate><media:content url="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/thumb_2015-09-20-17-16-42_1024.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/thumb_2015-09-20-17-16-42_1024.jpg" alt="50 dni w Hiszpanii. Lekcje z podróży w nieznane, cz. 2"><p><a href="http://jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-1/">Ciąg dalszy moich lekcji</a>, jakie pozyskałem podczas niemal dwumiesięcznej podróży po Hiszpanii. (...) Jeśli wyjeżdżaliście już kiedyś gdzieś na dłuższy czas, chociażby w poszukiwaniu wrażeń lub pracy, to niektóre z poniższych lekcji pewnie okażą się Wam znajome.</p>

<!--preview-->

<hr>

<h3 id="lekcjavmultikulti">Lekcja V: Multikulti</h3>

<p>Przyzwyczaiłem się do ludzi innych ras i kultur. <strong>Choć zawsze byłem tak na prawdę tolerancyjny, dopiero teraz wyzbyłem się “wrodzonych” uprzedzeń do innych osób.</strong></p>

<p>Kiedy Polska żyła kłótnią o to, czy my chcemy i powinniśmy przyjmować jakichkolwiek imigrantów lub osób z innych kultur/ras, ja z niejedną taką osobą spędziłem cały dzień, wieczór, imprezę czy randkę.</p>

<ul>
<li><p>Jechałem na zmianę samochodem z muzułmaninem z Maroka. Na każdej kolejnej stacji robiliśmy ~15-minutową przerwę - gdzie on rozkładał koc w stronę Mekki i modlił się. Teorytycznie nic specjalnego. Dla mnie to jednak było coś nowego - w jednym momencie po prostu jechaliśmy razem samochodem i podejmowaliśmy w konwersacji różne ciekawe tematy, a jednocześnie mogłem zobaczyć kogoś z tej kultury w stanie jakby medytacji, będącym blisko ze swoim bogiem.</p></li>
<li><p>Razem z kolegą z Arabii Saudyjskiej podrywaliśmy pół-hiszpanki, pół-marokanki. On znał arabski (używany w Maroko), a ja hiszpański - tak więc zespół mieliśmy zgrany ;)</p></li>
<li><p>Z Amerykanką polskiego pochodzenia zwiedziliśmy pół Barcelony. Najczęstsze zdanie z jej ust: <em>“Oh przepraszam, ale I’m gonna say it in English, cuz it’s just easier for me”</em>. Coś za co zabilibyśmy w Polsce, w jej przypadku było całkiem zrozumiałe. W wieku trzech lat wyprowadziła się razem z rodzicami z Polski i kolejne dwadzieścia spędziła w Stanach. </p>

<p>Jaki to był fun, gdy podczas rozmowy specjalnie mieszaliśmy te dwa języki ze sobą, często śmiejąc się z bezpośredniej próby przetłumaczenia czegoś z jednego języka na drugi ;)</p></li>
<li><p>Koreanka, Chinka i Polak przy jednym stole w restauracji oglądający flamenco popijając tinto verrano? Takie rzeczy tylko w Sevilli.</p></li>
<li><p>Z kolei w Bilbao świetnie zintegrowałem się z Brytyjczykiem. Razem śmialiśmy się z Hiszpanów, jak ohydne oni to mają piwo i jak niewiele potrzebują, by się nim upić. ... Zaledwie godzinę później ten sam "twardy" Brytyjczyk spał już na kanapie w mieszkaniu u poznanej Czeszki, a ja razem z nią nie mogliśmy zrozumieć, jak ktoś może zasnąć po zaledwie dwóch kieliszkach słowiańskiej śliwowicy. ;)</p></li>
</ul>

<p>Poznając osoby, które wychowały się w całkowicie innych miejscach i warunkach, zauważam różnice jakie z tego wynikają, ale też mnogie podobieństwa, jakie są np. między wszystkimi młodymi osobami na świecie, a chociażby w Europie. Te same problemy, te same marzenia, często nawet te same żarty. </p>

<p><strong>Jakakolwiek ignorancja lub zamykanie się na osoby z innych kultur to głupota.</strong> Nie jesteśmy w niczym od nich lepsi, a często także nawet nie różni. Język nie jest już dziś żadną przeszkodą. <strong>Mieszanie się kultur to piękno dzisiejszego świata, które jest nieuniknione.</strong> Zgadzajcie się lub nie, ale taka jest prawda. Zdecydowanie jeszcze rozszerzę kiedyś ten temat.</p>

<h3 id="lekcjavipickupgameczyliszkoapodrywu">Lekcja VI: Pickup game, czyli szkoła podrywu</h3>

<p>Na kilkunastu imprezach, spotkaniach couchsurfingowych lub Erasmusowych, a także po prostu najzwyklejszej ulicy, przećwiczyłem chyba wszelkie możliwe szkoły zawierania nowych relacji z innymi ludźmi. Bezpośrednią (<em>“podobasz mi się”</em>) jak i tę na około (<em>“świetne miejsce, prawda?”</em>)<sup id="fnref:1"><a href="https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/#fn:1" rel="footnote">1</a></sup>.</p>

<p>Przy okazji zmieniłem też nastawienie do poznawania kobiet. Zamiast szukać osoby, która wg. odgórnie założonych kryteriów mogła by być dla Ciebie interesująca (np. ładna, wolna i mądra), a później starać się ją przekonać do siebie; <strong>wieczór spędzam po prostu poznając nowe osoby i rozmawiając ze wszystkimi, później dopiero je selekcjonując</strong>, skupiając się na tych najbardziej interesujących i <u>jednocześnie zainteresowanych mną</u>.</p>

<p>Różnica w nastawieniu polega na tym, że nie przekonujesz innych na siłę do siebie. Jeśli są Tobą zainteresowani, sami dadzą Ci znak. Pewnie brzmi to jak banał, ale potrzebowałem tych doświadczeń, by w końcu dać sobie spokój z "lataniem koło dziewczyn", czyli przejmowaniem się, jaki będę miał wśród innych obraz.</p>

<h3 id="lekcjaviiczassuytobienienaodwrt">Lekcja VII: Czas służy Tobie. Nie na odwrót.</h3>

<p><strong>Czas w końcu dla mnie zwolnił. Przestałem prowadzić wyścig z samym sobą, by osiągnąć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie.</strong> Nie rajcuje mnie już tak gonienie za wszystkim (przynajmniej nie w takim stopniu jak wcześniej). Życie jest po to, aby się nim cieszyć. Gdy mam jakiś wybór, czasem więc wybiorę mniej interesującą i ciekawą opcję. Jeśli czuję, że jest mi z tym dobrze, to czemu nie?</p>

<blockquote>
  <p>"Codziennie możesz decydować na co przeznaczysz swój czas. Sporą część przeznaczasz na pracę – dla innych. A co z Tobą? (...) Twoją prawdziwą walutą jest czas, nie pieniądz. Pod tym względem każdy z nas jest równy. Nikt nie ma go więcej, ani mniej. Każdego dnia mamy go dokładnie tyle samo." - Catherine Sophie, Życie pod palmami<sup id="fnref:3"><a href="https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/#fn:3" rel="footnote">3</a></sup></p>
</blockquote>

<h3 id="lekcjaviiiasertywno">Lekcja VIII: Asertywność</h3>

<p><strong>W końcu się uniezależniłem i nauczyłem mieć wy...ane na to, gdy robię coś bez zrozumienia innych.</strong></p>

<p>Gdy w hostelu mówią, że dziś wieczorem jest świetna impreza, ale czuję, że robię to 8. dzień z rzędu, to po prostu mówię nie - stwierdzam, że wolę posiedzieć w hostelu w pojedynkę i popracować albo posiedzieć na necie. Jakkolwiek niezrozumiale to wygląda dla innych.</p>

<p>Z kolei gdy znajomi chcą posiedzieć i pochilloutować, ale mi to ewidentnie danego dnia nie pasuje, bo widzę, że mnie nosi - nie boję się wybrać innej opcji na wieczór lub przekonać do nich resztę grupy.</p>

<p><strong>Gdy po dwóch piwach w pubie chcę zamówić herbatę, bo po prostu napiłbym się w tym momencie herbaty, ... to ją zamawiam.</strong> Gdy inni patrzą na mnie jak na debila, jednocześnie martwiąc się o mnie i zadając pytania co ze mną nie tak, mi to wewnętrznie wręcz dodaje otuchy i pewności siebie. Co Wam do tego? =) Pijcie co chcecie.</p>

<h3 id="lekcjaixkimtywaciwiejeste">Lekcja IX: Kim ty właściwie jesteś?</h3>

<p><strong>Chwile samotności w podróży w pojedynkę to też świetny moment by zacząć się zastanawiać nad rzeczami, nad którymi nigdy nie mogłeś znaleźć czasu, aby pomyśleć.</strong></p>

<p>Na przykład, kim właściwie jest moja osoba. Np. czy jestem introwertykiem, czy może ekstrawertykiem? </p>

<p>Przez długi okres swojego życia należałem raczej do tych cichszych osób. Mnóstwo ostatniego czasu spędziłem jednak w gronie zdecydowanych ekstrawertyków. Sam zacząłem też wypowiadać się i pisać znacznie więcej. Wydawałoby się więc, że też należę do tej grupy i zacząłem mocno szkolić swoje umiejętności okazywania emocji.</p>

<p>Poznani podróżnicy w hostelach, osoby na drodze i tu i ówdzie widoczni studenci będący na gap year pochodzący z innych krajów, pokazali mi jednak, że nie dorastam im do pięt jeśli chodzi o skalę ekstrawertyzmu. W każdej sekundzie musieli mieć jakiś small talk, nawet jeśli był o niczym. Pobyt w ich towarzystwie często przypominał pojedynek o to, kto będzie przywódcą stada. ;></p>

<p>Rozmowy, które później odbyłem z kilkoma spokojniejszymi osobami dały mi jednak znać, że dzisiejszy świat to nie tylko ekstrawertycy<sup id="fnref:4"><a href="https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/#fn:4" rel="footnote">4</a></sup>. Zacząłem rozmyślać na nowo, do której grupy należę. Może introwertyków? Przypomniałem sobie, że prawie zawsze w moim życiu najlepsze relacje miałem właśnie z introwertykami.</p>

<p>Dzięki temu zdefiniowałem sobie na nowo typ dziewczyny, której tak na prawdę szukam. Przez ostatni rok szukałem szalonej ekstrawertyczki, ale teraz widzę, że może tak naprawdę wcale nie szukam kogoś, kto "nadaje" jeszcze więcej ode mnie. Introwertyczki, przepraszam, wracam do gry. =)</p>

<h3 id="lekcjaxminimalizmnacaejlinii">Lekcja X: Minimalizm na całej linii</h3>

<p><strong>Wprowadziłem minimalizm do swojego życia, ale nie tylko w kwestii posiadanych rzeczy, ale także odbywania relacji z innymi ludźmi czy zarządzania swoim czasem.</strong></p>

<ul>
<li><p>Dzięki poprzednim lekcjom (tj. minimalizmowi, asertywności i większej obojętności na to co "trzeba", "wypada" i "warto"), <strong>nie czuję się już zobowiązany do "ciągnięcia na siłę" relacji z ludźmi, którzy wcale się w nich nie odwzajemniali<sup id="fnref:2"><a href="https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/#fn:2" rel="footnote">2</a></sup>.</strong> Zamiast tego zauważyłem, że <strong>lepiej jest się skupić na osobach za którymi tęsknisz i o których pamiętasz, że każda z nimi spędzona chwila była dla Was przyjemnością.</strong> Na osobach, którym zależy również na Tobie. Staraj się poznawać właśnie takie osoby. Jeśli zauważysz kogoś kolejnego w tym sosie - rozbuduj tę relację jak najszybciej. Wewnętrznie czuję, że właśnie te osoby są dla mnie najważniejsze.</p></li>
<li><p><strong>Poza tym, ze swojego dnia codziennego usunąłem wszelkie czynności, które po 50-dniowej podróży okazało się, że nie są mi w ogóle do życia potrzebne.</strong> Z dnia na dzień przestałem przeglądać Facebooka. Odbierać telefony na polskim numerze. Przeglądać maniakalnie prasę.</p></li>
</ul>

<p>Co się po tym wszystkim stało? Nic! ;) O dziwo świat się nie zawalił. Co więcej: dzięki temu mam teraz znacznie więcej czasu, a także większy spokój, bo mam mniej rzeczy na głowie.</p>

<h3 id="lekcjaxizatrzymajsiprzestarobicokolwiekodetchnijirozmyl">Lekcja XI: Zatrzymaj się, przestań robić cokolwiek, odetchnij, ... i rozmyśl.</h3>

<p><strong>Zauważyłem, że człowiek zaczyna myśleć o rzeczach ważnych dopiero wtedy, gdy nie zwraca uwagi na mijający mu czas.</strong> Najgłębsze przemyślenia z tej podróży zdobyłem podczas momentów, gdy po prostu np. wypożyczyłem sobie rower i wybrałem się w całodniową przejażdżkę po okolicy, albo czekałem na stacji n-tą godzinę, czekając aż przyjedzie ktoś, kto podwiezie mnie w dalszym kierunku.</p>

<p><strong>To właśnie w takich momentach jak tamten, przemyślałem większość swoich życiowych priorytetów.</strong> Przeszedłem jeszcze raz przez swoje wady i zalety. Obmyśliłem jak mogę z nich korzystać i je eksponować. Przemyślałem, na przyjaźniach z jakimi ludźmi mi tak na prawdę zależy. A Ty o czym myślałeś dzisiaj? =)</p>

<p><img src="https://old.jackthenomad.com/content/images/2015/11/thumb_2015-09-21-13-35-07_1024.jpg" alt="50 dni w Hiszpanii. Lekcje z podróży w nieznane, cz. 2"></p>

<h3 id="lekcjaxiiniemartwsi">Lekcja XII: Nie martw się</h3>

<p>Gdy z przymusu, ale też tęsknoty za Polską wróciłem do Hiszpanii, wcale nie straciłem swojego humoru. <strong>Wręcz przeciwnie, cały czas mam uczucie, jakbym chodził po potężnym zastrzyku pozytywnej energii.</strong> Wprowadzając w życie wszystkie powyższe zasady, lekcje i wnioski, po prostu wiem, że nie ma się czym specjalnie martwić.</p>

<hr>

<p>Podsumowując to wszystko, widzę, że się troszkę zmieniłem. <strong>Czuję, że dojrzałem.</strong></p>

<p>Te wszystkie "lekcje" to jest dla mnie główna rzecz, jaką wyniosłem z tych wyrwanych 50 dni z mojego życia. Okres niby niedługi. Działo się jednak tak wiele, że mnie już po miesiącu podróży zdawało się, jakby to trwało przynajmniej pół roku. To samo uczucie mam, gdy wspominam swój pobyt, patrząc na zebrane z niego zdjęcia i filmy.</p>

<p>Była to dla mnie świetna rozgrzewka przed zbliżającym się pobytem w Azji Południowo-Wschodniej. Od 4 listopada przez następne ~5 miesięcy będę właśnie tam. Obecnie cieszę się jednak przerwą w Polsce. Spotkaniami ze starymi dobrymi znajomymi i naszymi żartami, które znamy tylko ja i oni. Polską kuchnią, która jest na prawdę niezła! I złotą, polską jesienią, która dopiero teraz zaczęła mi się naprawdę podobać. Nagle zacząłem doceniać te wszystkie zielone, żółte i czerwone liście.</p>

<p>Co Wy czuliście, gdy nagle przeprowadziliście się w nieznane Wam miejsce lub wyruszyliście na dłuższy czas w podróż? Czy któraś z moich lekcji była dla Was znajoma?</p>

<p>Śmiało piszcie w komentarzach.</p>

<p><em>Vuestro viajero,<br>
Jacek</em></p>

<div class="footnotes"><ol><li class="footnote" id="fn:1"><p><a href="http://kennyspuathoughts.com/2014/03/11/direct-vs-indirect-game-how-you-should-approach-a-girl/">"Direct vs Indirect Game: How Should You Approach A Girl?"</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/#fnref:1" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:2"><p><a href="http://alexba.eu/blog/przestan-wioslowac-na-chwile/">"Przestań wiosłować (na chwilę)!" - Alex Barszczewski</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/#fnref:2" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:3"><p><a href="https://zyciepodpalmami.wordpress.com/2015/09/23/zyciowy-sukces/">"Czym tak naprawdę jest życiowy sukces?" - Życie pod palmami</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/#fnref:3" title="return to article">↩</a></p></li>
<li class="footnote" id="fn:4"><p><a href="http://michalpasterski.pl/2013/06/sila-introwertykow/">"Siła introwertyków" - Michał Pasterski</a> <a href="https://old.jackthenomad.com/50-dni-w-hiszpanii-lekcje-z-podrozy-w-nieznane-cz-2/#fnref:4" title="return to article">↩</a></p></li></ol></div>]]></content:encoded></item></channel></rss>